Doom Patrol (2019)

Doom Patrol (2019)

Doszliśmy do momentu, kiedy my jako konsumenci popkultury, praktycznie co miesiąc otrzymujemy jakiś nowy film czy serial superbohaterski do obejrzenia. Jest tego na tyle dużo, że niektóre z nich trzeba najnormalniej w świecie albo sobie darować, albo odłożyć na później (czyli prawdopodobnie na za wpół do nigdy). Wiem, pewnie wielu z Was myśli teraz, że zwariowałem, że plotę głupoty itp. itd., ale przyznaję, że w moim przypadku musiałem zacząć robić tzw. przesiew. Filmy MCU – wiadomo, człowiek zaangażował się przez tyle lat, ma zaufanie do marki, więc na każdy kolejny film do kina pójdzie. Filmy DC – nie bez oporów, ale że filmów mniej a nadzieja na lepszą przyszłość jest coraz większa, to też raczej nie odkładam seansów na później. Gorzej się sprawy mają jeśli chodzi o seriale…

To w końcu dużo większe zobowiązanie czasowe, a z doświadczenia wiem, że – poza małymi wyjątkami – moja przygoda z poszczególnymi tytułami z reguły kończyła się na pierwszym sezonie. Kiedy więc usłyszałem o serialu o jakiejś dziwacznej grupce superbohaterów wyprodukowany na niedostępną w Polsce platformę DC Universe, niezbyt kwapiłem się żeby choćby sprawdzić pierwszy odcinek. Na szczęście tu z pomocą przyszło HBO GO, które dołączyło serial do swojej biblioteki i podsuwało mi go pod nos tak często, aż w końcu zebrałem się w sobie, odpaliłem i… osłupiałem z wrażenia. Także DC – dziękuję, dziękuję za Doom Patrol, czyli powiew świeżości, pokaz kreatywności i festiwal dziwaczności na które byłem kompletnie nieprzygotowany…

Bohaterami tytułowej formacji szumnie nazywającej siebie Doom Patrol jest grupka nieprzystosowanych do życia wyrzutków z mocami, z których spora część to również dość pokaźnych rozmiarów dupki. Na pierwszy rzut oka na próżno szukać w nich sztandarowych cech superherosów, to raczej cudacy, trochę wariaci, dziwacy, ale przede wszystkim – uciekinierzy. Każdy z nich przed czymś ucieka. Jeden przed traumatycznymi wspomnieniami z dzieciństwa, inny przed źle podjętymi decyzjami, jeszcze inny przed własną tożsamością, ale każdy z nich ucieka przed jednym – przed problemami. To co ich łączy, to posiadane moce oraz fakt, że dla każdego z nich są one źródłem traumy, wspomnieniem nieszczęśliwego wypadku w skutek którego je zdobyli, powodem dla którego przestali akceptować samych siebie lub zaczęli się zastanawiać kim tak naprawdę byli wcześniej…

I tak poznajemy Robotmana, niegdyś słynnego kierowcę rajdowego, Cliffa Steele, obecnie w skutek tragicznego wypadku jedynie mózg zapakowany w stalowego, nieruchawego robota. Jest i noszący na całym ciele – niczym mumia – bandaże ex-pilot z lat 60′, Larry Trainor, którego poparzone ciało utrzymuje przy życiu tajemniczy radioaktywny byt przejmujący nad nim kontrole, dziewczyna Crazy Jane, która w skutek traumy z dzieciństwa ma 64 różne osobowości – każdą z inną mocą, albo była aktorka z lat 50′, Rita Farr, która po nieszczęśliwym wypadku na planie filmowym połknęła dziwną substancję i od tego momentu, z każdą stresującą sytuacją jej ciało przybiera formę rozplaskanego różowawego… gluta.

Wszyscy mieszkają w domu ekscentrycznego, tajemniczego profesora i miliardera – Nilesa Couldera, starając się zwyczajnie przeżyć każdy kolejny dzień od lat nie opuszczając granic wyznaczonych przez płot i bramę wjazdową posiadłości. Ich głównym celem jest zapomnienie o problemach, przeszłości, ucieczka  świata przypominającego o tym kim byli i jakie błędy popełniali w poprzednim życiu. Na horyzoncie pojawia się jednak zagrożenie – Mr. Nobody, zwariowany złoczyńca i jednocześnie lubiący łamać czwartą ścianę narrator całego serialu. W skutek działań Pana Nikt znika gospodarz i mentor naszych bohaterów, którzy postanawiają wyruszyć mu na pomóc. Wpierw trzeba jednak profesora odnaleźć…

Ilość dziwactw którymi raczy nas Doom Patrol dla wielu może być przytłaczająca. Dla wielu odbiorców zapewne zbyt przyłaczająca, ale dla mnie ożywcza, świeża, na dobrą sprawę stanowiąca o sile i wyjątkowości serialu, a jednocześnie pozwalająca mu dalej opowiedzieć ciekawą historię oraz poruszyć kilka istotnych i delikatnych tematów. Czegoż tu nie ma… Nazistowski naukowiec sprzedający supermoce ukrywający się w Paragwaju i opowiadający swoją historię za pomocą kilkugodzinnego kukiełkowego teatrzyku? Proszę bardzo! Osioł w którego przełyku mieści się portal do innego uniwersum i karaluch o imieniu Ezekiel, który niczym prorok wieszczy rychły koniec świata? Łapcie! Świadoma, teleportująca się ulica dająca schronienie transseksualistom? Potrzymaj mi piwo! Typ któremu na wskutek eksperymentu na ramieniu wyrosła głowa dinozaura, a część ciała zamieniła się w roślinę bądź minerały? Why not! I wierzcie mi… to zaledwie ułamek dziwactw jakie tu zobaczycie.

Jednocześnie przy całej tej skrępowanej jedynie wyobraźnią twórców otoczce, Doom Patrol opowiada ciekawą historię, kreuje niejednoznacznych bohaterów, których mimo wszystko da się lubić. Przeprowadza ich przez interesujące drogi, doprowadzając do elektryzujących interakcji. Każdy z nich ma własny wątek, który dotyka realnych problemów czy to odrębności, godzenia się z własną tożsamością, traumy ofiar molestowania czy próby wybaczenia samemu sobie. Dzięki oryginalnej formie nie mamy jednak wrażenia, że każdy z tych wątków pojawia się na siłę, bo w końcu wypada o czymś ważnym opowiedzieć. Nie. Są one naturalną wypadkową toczących się wydarzeń, elementem stanowiącym o charakterze postaci. Każdy z nich, niczym niegdyś klasyczne potwory Universalu, opowiada własną historię, uwypuklając jednocześnie absurdy i patologie naszego społeczeństwa.

Doom Patrol jest pełen komedii i autoparodii komiksowego gatunku, która czyni go jednym z bardziej świadomych swojej konwencji produkcji superbohaterskich. W serialu nie ma miejsce na nudę czy zbytnią powagę, a każdy kolejny odcinek to zanurzanie się coraz głębiej w surrealistyczną wizję twórców, w której nie odczułem ani krzty pretensjonalności, czytaj – sztuki dla samej sztuki. Dziwaczna konwencja Doom Patrol jest umiejętnie wykorzystywana w budowaniu narracji, przy poznawaniu widza z bohaterami albo symbolicznemu odniesieniu się do naszych realiów i problemów.

W całym kreatywnym pomyśle na realizację Doom Patrolu bardzo dużą rolę grają i warstwa wizualna i gra aktorska, dzięki której mimo absurdów rozgrywających się na ekranie, dalej czujemy, że twórcy opowiadają nam o bohaterach i ich problemach, które równie dobrze mogłyby dotyczyć każdego z nas.

O niezwykłości serialu DC świadczy też ilość i umiejętność wykorzystania przez ludzi odpowiedzialnych za realizację odpowiednich w danym momencie konwencji gatunkowych, stylów wizualnych oraz to z jaką płynnością Doom Patrol nimi operuje. Czymś zupełnie wyjątkowym jest postać samego antagonisty – Mr. Nobody, który jest nie tylko łamiącym czwartą ścianę narratorem serialu, głównym przeciwnikiem bohaterów, ale kimś komu twórcy nadali iluzję sprawczości, kreacji otaczającego świata. W pewnym momencie wcielający się w niego Alan Tudyk zwraca się bezpośrednio do widza siedząc obok… serialowego plakatu. Sprawia to wrażenie, że ma on rolę podobną do scenarzysty serialu czy komiksu, kogoś z zewnątrz kto steruje postaciami, prowadzi narracje i opowiada fabułę decydując w czasie rzeczywistym o być albo nie być naszych bohaterów.

Wspomniałem znakomitego Alana Tudyka, ale Doom Patrol to prawdziwy popis aktorstwa na najwyższym poziomie. Fajny powrót po dłuższym czasie na ekran zalicza tu Brendan Fraser, który jako Robotman był jednocześnie zabawny, irytujący i smutny, co znakomicie oddawało charakterystykę postaci. Matt Bomer wcielający się w Larry’ego Trainora również oddał zniuansowanie jego boahtera, April Bowlby jako Rita Farr wyglądała i zachowywała się faktycznie niczym postać wyjęta z innej epoki kina, ex James Bond – Timothy Dalton z godną siebie elegancją i prezencją oddał tajemniczość zaginionego Nilesa, ale największe wrażenie zrobiła na mnie Diane Guerrero, która podobnie jak James McAvoy w „Split”, miała do odegrania nie jedną, a kilkanaście ról w zależności od osobowości która w danym momencie była dominująca dla jej bohaterki. W odróżnieniu od przerysowanej momentami gry brytyjskiego aktora, który czasem bawił się rolą a nie grał postać, nie ma tu miejsca ani na zabawę ani na fałsz. Aktorka tworzy autentyczne kreacje nadając im różnego charakteru w pełni radząc sobie z tym diabelnie trudnym wyzwaniem.

To co jednak dla mnie w całym serialu było najfajniejsze, to że pomimo tych różnych dziwactw, których jako widz jestem świadkiem, mimo tych absurdów, komiksowych przerysowań surrealizmu i zabawy, wciąż czułem że w gruncie rzeczy to opowieść o zwykłych ludziach, przyziemnych problemach, a poznając bohatera którego mózg zapakowano w kilka ton żelastwa bądź bohaterkę której ciało zamienia się w glutowatą maź, mogłem przyjrzeć się samemu sobie. Brzmi dziwnie prawda? Cóż, taki jest właśnie Doom Patrol


Doom Patrol recenzja serialu
Doom Patrol
Reżyseria: Dermott Downs i inni
Scenariusz: Jeremy Carver, Arnold Drake, Tom Farrell, Bob Haney i inni
Zdjęcia: Magdalena Górka, Scott Winig, Chris Manley
Muzyka: Clint Mansell, Kevin Kiner
Obsada: Brendan Fraser, Diane Guerrero, April Bowlby, Matt Bomer, Joivan Wade, Timothy Dalton, Alan Tudyk i inni
Gatunek: Dramat, Akcja, Sci-Fi
Kraj: USA
Rok produkcji: 2019
Data polskiej premiery: 15 lutego 2019

 


 Serial Dostępny na:
Czarnobyl recenzja serialu
 

CHCESZ WIĘCEJ RECENZJI I CIEKAWYCH ZESTAWIEŃ? POLUB NAS I BĄDŹ NA BIEŻĄCO: