Dreszczowce z ręki, czyli najlepsze horrory found footage – cz.2

Nie da się ukryć, że horrory kręcone metodą found footage czy mockumentary lata świetności ma już dawno za sobą. Przyczyn tego zjawiska jest wiele, ale dwie z nich wydają się kluczowe – przesyt rynku oraz będąca tego konsekwencją lecąca na łeb na szyję jakość kolejnych produkcji. Sukces serii „Paranormal Acitivi” pokazał, że za relatywnie niewielkie pieniądze i w krótkim czasie można zrobić film, który nie tylko zarobi na siebie, ale zrobi też sporą finansową górkę. Nic więc dziwnego, że reżyserzy i producenci czując pismo nosem zaczęli wypuszczać do kin coraz więcej hororrów w nurcie found footage, aż w końcu temat został zaorany do tego stopnia, że zainteresowanie kolejnymi produkcjami spadało proporcjonalnie do ich jakości, a umówmy się – mimo mojej niekrywanej sympatii do tego nurtu poprzeczka i tak nie była zawieszona specjalnie wysoko.

Dziś horrory tego typu kojarzą się głównie z postpandemicznymi produkcjami opowiadającymi fabułę z perspektywy Skypa czy innego wideo czatu, bądź takimi tytułami jak znakomite „Archiwum 81” od Netflixa, które może nie opiera się w całości, natomiast bardzo sprawnie wykorzystuje metodyke found footage i motyw „odnalezionej taśmy” do podbudowania sekwencji grozy. Ja sam nie ukrywam, że od seansu hiszpańskiego „[REC]” i będących tego następstwem kilku nieprzespanych nocach horrory kręcone z ręki są moim guilty pleasure. O części z nich pisałem Wam nawet w jednym z pierwszych wpisów na blogu z 2015 r. Wydaje mi się jednak, że tamta lista nie wyczerpała tematu w całości i wciąż uchowało się kilka tytułów, które może i nie zawsze są najlepszymi i nastraszniejszymi horrorami, ba, często nawet nie są specjalnie dobrymi filmami, ale zdecydowanie mają w sobie coś co wyróżnia je na tyle innych podpinających się pod nurt found footage produkcji. Oto kilka z nich, tylko pamiętajcie, że ostrzegałem!

ZOBACZ RÓWNIEŻ: ZESTAWIENIE HORRORÓW FOUND FOOTAGE – CZĘŚĆ 1

Zestawienie składa się z 15 filmów ułożonych w kolejności przypadkowej.

Emergo (2011)

Hiszpania/ reż.  Carles Torrens

Doktor psychologi Mr. Helzer wraz z dwójką pomocników udaje się do domu, w którym mężczyzna mieszkający wraz ze swoją nastoletnią córką i czteroletnim synem od dłuższego czasu borykają się z dziwnymi, ich zdaniem nadprzyrodzonymi zjawiskami. W ruch idą nowoczesne kamery, czujniki ruchu, podczerwieni, a nawet jakiś wichajster badający pola magnetyczne. Oprócz wsparcia technicznego Helzer jako psycholog służy także profesjonalną radą, tłumacząc dziwne odczucia i niepokój domowników odwołując się do bardziej przyziemnych przyczyn, takich jak np. niedawna śmierć żony i matki naszych nieszczęśników, z którą chyba nie każdy z nich  jeszcze sobie poradził. Kiedy jednak pomieszczenia samoistnie rozpoczynają przemeblowanie, a cienie na ścianach zaczynają żyć własnym życiem, okazuje się, że rozmowa z psychologiem tutaj nie wystarczy. Emergo to klasyczny przedstawiciel nurtu mocumentary i dla widza, który na tego typu filmach zjadł już wszystkie zęby, nie będzie on niczym zaskakującym. Ot zwyczajny horror nawiązujący do sukcesu „Paranormal Activity” o rodzinie i nawiedzonym domu. Mnie jednak mimo dość prymitywnych sposobów straszenia i dość przeciętnego aktorstwa, zauroczył budowaniem klimatu i swego rodzaju powagą z jaką podchodził do swoich bohaterów. →

Lake Mungo (2008)

Australia/ reż. Joel Anderson

Rodzina szensastoletniej Alicji Palmer wciąż nie może pogodzić się z śmiercią dziewczyny, która jaki czas temu utonęła w podczas pływania w pobliskim Jeziorze Mungo. Ból po stracie jest tym większy, że cały czas odczuwają obecność Alicji, a kiedy pozostawiona w domowym korytarzu kamera pewnej nocy rejestruje przechadzającą się sylwetkę łudzącą podobną do tragicznie zmarłej, wszyscy są już pewni – Alicja próbuje im coś powiedzieć z zaświatów. Z biegiem czasu zdają sobie sprawę, że dziewczyna skrywała parę tajemnic… Australijski horror Joela Andersona znakomicie miesza ze sobą wątki stricte horrorowe z potrafiącą chwycić za serce opowieścią o rodzinie, która próbuje odnaleźć ukojnie od bólu po brutalnej stracie oraz  często szuka znaków i sensu tam gdzie ich zwyczajnie nie ma. To takie ludzkie i naturalne, zupełnie jak Lake Mungo, które mimo iż należy raczej do tych powolnych i długo budujących napięcie przedstawicieli gatunku, to wynagradza to w warstwie emocjonalnej. Film Andersona wyróżnia również warstwa realizacyjna, której bliżej do filmu dokumentalnego aniżeli klasycznego przedstawiciela nurtu. →

Alone with Her (2006)

USA/ reż. Eric Nicholas

Bardzo niepokojący horror o mężczyznie (w tej roli Colin Hanks – z tych Hanksów), który kierowany niezdrową obsesją na punkcie kobiety włamuje się do jej mieszkania i umieszca w nim ukryte kamery. Wszystko to aby ją lepiej poznać, jej hobby, ulubione filmy, przyzwyczajanie i preferencje, a następnie wkraść się do jej życia jako. Siłą Alone with Her jest to jak niebezpiecznie naturalny i realistyczny potrafi być, wykorzystując bardzo dobrze wszystkie narzędzia jakie daje przy tym podgatunek found footage. Dodajmy do tego bardzo naturalne występy aktorskie i otrzymujemy film, który wywołuje zimny dreszcz na plecach nie jump scare’ami, ale tym jak jednocześnie realne i chore jest to co widzimy na ekranie. →

[REC] 2 (2009)

Hiszpania/ reż. Jaume Balagueró, Paco Plaza

Kontynuacja znakomitej pierwszej części od której zaczęła się moja osobista fascynacja gatunkiem. W Rec 2 poznajemy dalsze losy zmagających się z tajemniczym wirusem mieszkańców barcelońskiej kamienicy, a przede wszystkim naszej charyzmatycznej dziennikarki Ángeli Vidal. Co tu dużo mówić, wszystko to co pierwszy „[REC]” robi dobrze działa również w kontynuacji, choć już bez tego efektu świeżości. Niemniej jednak zdecydowanie warto, szczególnie, że kolejne części to już paskudne, śmierdzące fekaliami odcinanie kuponów. →

The Borderlands (2013)

Wielka Brytania/ reż. Elliot Goldner

Watykańskie trio śledczych — Szkot, Irlandczyk i Anglik —  udają się do odległego kościoła w angielskim mieście Devon, aby zbadać doniesienia o niezwykłej aktywności paranormalnych, które są początkowo określane jako „cuda”. Od razu mówię – to nie jest dobry film. Dlaczego więc go tu umieściłem? Otóż z uwagi na kompletnie absurdalne zakończenie, a raczej jego symbolikę i sposób w jaki można go interpretować. No zapadł mi w pamięć ten film i nic na to nie proadzę. →

Searching (2018)

 USA/ reż. Aneesh Chaganty

Film, w którym zdesperowany John Cho przeczesuje internet z góry na dół poszukując poszlak i ostatnich cyber-śladów pozostawionych przez jego zaginioną szenastoletnią córkę. Historia opowiadana z perspektywy ekranu komputera czy telefonu komórkowego jest naprawdę sprawnie opowiedziana i potrafi trzymać w napięciu, a Searching mimo iż więcej ma wspólnego z thrillerem aniżeli horrorem na pewno zasługuje na swoje miejsce na tej liście. →

The Conspiracy (2012)

Kanada/ reż. Christopher MacBride

Coś dla fanów teorii spiskowych o Iluminatach, Reptilianinach czy New World Order. The Conspiracy wszak opowiada właśnie o tym, a konkretniej o dwójcie bohaterów próbującej podążać śladami dziwnych symboli, które mają doproawdzić ich do tajemniczej sekty wpływowych ludzi. Jak myślicie czym to się może skończyć? Film Christophera MacBride naprawdę wciąga i trzyma za bebechy, choć straszy dość mizernie i nawet specjalnie nie próbuje tego robić. I może dobrze, bo The Conspiracy wcale tego nie potrzebuje żeby wzbudzić w widzu poczucie niepokoju i tajemnicy, która doskonale pasuje do tematyki po której się poruszamy. →

ZOBACZ RÓWNIEŻ: ZESTAWIENIE HORRORÓW FOUND FOOTAGE – CZĘŚĆ 1

 

Paranormal Activity 2 (2010)

USA/ reż. Tod Williams

Kontynuacja chyba najbardziej popularnej i na dzień dzisiejszy kompletnie zaoranej serii z gatunku, która moim skromnym zdaniem wypada lepiej niż pierwsza odsłona. Dwójka nie tylko lepiej radzi sobie w opowiadaniu historii, ale również w straszeniu i wprowadzaniu widza w stan lekkiego migotania przedsionków. Kilka razy robi to naprawę skutecznie, a uczucie niepokoju nie opuszczało mnie od pierwszej do ostatniej minuty. →

The Poughkeepsie Tapes (2007)

USA/ reż. John Erick Dowdle

Skrojony na modłę dokumentu film składający się z makabrycznych nagrań znalezionych w piwnicy podejrzanego o bycie seryjnym mordercą o przydomku The Water Street Butcher, który przez lata terroryzował mieszkańców tytułowego Poughkeepsie. Pozycja na pewno nie dla widza o słabych nerwach, bo surowość filmu Johna Ericka Dowdle’a potrafić wstrząsnąć, a obrana formuła dokumentu z nagraniami tortur, mordu oraz sekwencjami wywiadów z tzw. gadającymi głowami, sprawa, że momentami możemy zapomnieć, iż to co oglądamy to jedynie film i – owszem – mogąca się wydażyć naprawdę, ale jednak wciąż tylko fikcja. Poughkeepsie Tapes nie straszy potworami wyskakującymi z szafy, a raczej obrazem czystego, zimnokrwistego zła i tego ile zniszczeń po sobie pozostawia. →

Czarnobyl. reaktor Strachu (2012)

USA/ reż.  Bradley Parker

Grupka przyjaciół wraz z ukraińskim przewodnikiem udaje się na wycieczkę do Pyrpeci i opuszczonego Czarnobyla. Cóż może pójść nie tak? Czarnobyl. Reaktor Strachu to raczej podręcznikowy przykład filmu w swoim gatunku, który niczego nie robi przesadnie dobrze, ale w żadnym miejscu nie ponosi również spektakularnej klęski. Ot taki przeciętny, ale dostarczający rozrywki horror found footage do kotleta. →

Opętana (2014)

USA/ reż. Adam Robitel

Jedna z moich ulubionych pozycji z gatunku, bo będąca czymś więcej aniżeli zwyczajnym horrorem o duchach, demonach czy dziwnych człekokształtnych abominacjach. Choć to też zależy od nas widzów. Jeśli bowiem mocumentary opowiadające o dziwnych nadprzyrodzonych zjawiskach towarzyszących chorej na Alzheimera Deborah Logan, o której zmaganiu się z chorobą kręci dokument ekipa naszych bohaterów potraktujemy dosłownie, to otrzymujemy typowy horror o opętaniu. Film, który nie wyróżnia się niczym in plus czy in mius spośród dziesiątek mu podobnych. Jeśli natomiast spojrzymy poza horrorową powierzchowność, otrzymamy bardzo bolesny obraz, który wykorzystuje kino grozy do opowiedzenia o tym jak przerażającą chorobą jest Alzheimer i jak bezbroni i bezradniwobec niej są ci którzy na nią cierpią, jak i również ich rodzina i najbliższe otoczenie. Zdecydowanie powiew świeżego powietrza w nurcie found footage. →

Koniec Przyjaźni (2014)

USA/ reż. Levan Gabriadze

Film opowiadany z perspektywy widokonferencji Skype prowadzonej między nastolatkami chodzącymi do jednej z tych klasycznych, casualowych amerykańskich liceów. Podczas jednej z rozmów do wideo chatu dołącza do nich zmarła koleżanka z klasy znana pod nickiem „billie227”, która z zaświatów postanowiła rozprawić na dobre rozprawić się przy pomocy młotka i sokowirówki z wszelkiej maści internetowymi trollami czy hejterami. A że uszczypliwości i nękanie grupki naszych licealistów doprowadziło ją do samobójstwa, cyber porządki zaczyna właśnie od nich. Unfriended to prościutki, acz bardzo sprawnie i atrakcyjnie zrealizowany horror. Jeśli jednak szukacie rozbudowanej fabułu to nie tutaj. Tu żądzi prostota. →

V/H/S 2 (2013)

Kanada, USA, Indonezja/ reż. Simon Barrett, Jason Eisener, Gregg Hale, Eduardo Sánchez, Adam Wingard, Gareth Evans, Timo Tjahjanto

Kolejna odsłona antologii skłądająca się z krótki opowieści w formule found footage. Tutaj swoją cegiełkę dołożył znany obecnie z filmów o Kongu i Godzilli Adam Wingard. →

Tragedia na przełęczy Diatłowa (2013)

Rosja, USA, Wielka Brytania/ reż. Renny Harlin

Kojarzycie otoczone aurą tajemniczości i spisku wydarzenie na Przełeczy Diatłowa, gdzie w roku 1959 śmierć poniosła dziewięcioro uczestników studenckiej wyprawy w góry? Jeśli tak, to właśnie tą historie na tapet postanowił wziąć Renny Harlin w swoim horrorze, gdzie… no nie będę ściemniał, daje się chłop mocno ponieść fantazji. Tragedia na Przełęczy Diatłowa ma jednak w sobie coś wyróżniającego ją na tle innych tego typu filmów, za czym stoi  chyba jej eksploracyjny charakter i atmosfera odkrywania nierozwiązanej do dnia dzisiejszego tajemnicy. Mnie to kupiło, choć ostrzegam, że jeśli chodzi o elementy hororrowe to wieje tu pustką. No jest biednie. →

Behind the mask: The rise of Leslie Vernon (2003)

USA/ reż. Scott Glosserman

Najciekawsze zostawiłem na koniec! Tytułowy bohater naszego quazi horroru, Leslie Vernon, to budujący swoją karierę na modłe Michaela Mayersa i Jasona Vorheesa seryjny morderca z miasteczka Glen Echo. Krawą działanością Vernona zaineteresowała się grupa dokumentalistów, która chce nakręcić o nim materiał oraz przeprowadzić mały performance środowiskowy zgodny z slaherową konwencją, w której Vernon będzie polował na niczego niespodziewające się ofiary, a oni z boku będą filmować i obserować go w jego środowisku naturalnym. Wszak najwięcej dowiesz się o człowieku po tym jak podchodzi do swojej pracy, czyż nie? A Leslie jest człowiekiem sumiennym oraz profesjonalistą w każdym calu i na nieszczęście naszych filmowców, nie przepuści żadnej okazji żeby doszkalać się w swoim fachu…

Jak możecie się domyśleć po powyższym opisie Behind the Mask od Scotta Glossermana jest niczym innym jak zrealizowanym w formule found footage pastiszem na wszelkiej maści slashery począwszy od „Halloween” na „Krzyku” kończąc. Czego tu nie ma… morderca powolnym ciężkim krokiem doganiający biegnącą ile sił w nogach ofiarę – checked, magiczna teleportacja między pomieszczeniami i stanie nieruchomo przed drzwiami gdzie ukrywa się ofiara – checked, motywy w stylu zabili go i uciekł – double checked. Jest nawet klasyczny dla slahserowej konwencji motyw kobiecej bohaterki (najlepiej dziewicy i najlepiej blądwłosej), która jako ostatnia staje czoła mordercy przy pomocy znalezionej w stodole siekiery czy wideł. Ten film to doskonała zabawa, ale i fajne spojrzenie od środka na gatunek, który mimo jego absurdów i głupotek przecież wciąż bardzo lubimy. Absolutny must watch tej listy i pozycja obowiązkowa dla każdego fana slasherów. →

 

 
  

Dreszczowce z ręki, czyli zestawienie horrorów found footage – cz.1