Król netflix recenzja

Król (2019): Tron, samotność i pustka

W czasach gdy co miesiąc premier wysokoprofilowych filmów i seriali jest tak dużo, że jako widz siłą rzeczy muszę dokonać pewnej selekcji zwyczajnie nie będąc w stanie oglądnąć wszystkiego, większość filmów oryginalnych od Netflixa jawi się jako zbędny balast i wypełniacz ramówki popularnej platformy. Owszem, są wyjątki, ale koniec końców lwia część tytułów to tzw. propozycje do niedzielnego kotleta. Z tego względu sięgam po nie raczej rzadko, a jeśli już oglądam, to albo dla aktora, albo gdy nie mam ochoty na nic specjalnie angażującego. Czasem jednak Netflix proponuje nam coś z wyższej półki. Wystarczy przypomnieć tak udane produkcje jak „Okje„, „Mudbound”, „Rome” czy uwielbianą przeze mnie „Anihilacje„. Luźno oparty na dramatach Szekspira Król w reżyserii Davida Michôda miał być właśnie jedną z takich propozycji, a w wielu miejscach pisało się o premierze filmu jako o rozpoczęciu walki Netflixa o tegoroczne Oscary. Hmm. Cóż, jestem po seansie i radziłbym z tymi ‚oscarowymi aspiracjami’ nieco ochłonąć… Mogę podać kubeł zimnej wody?

XV wiek, Anglia. Nasz tytułowy Król, a obecnie wciąż jeszcze młody książę Hal, zamiast królowania i przygotowywania się do przyszłego sprawowania władzy woli uciechy pijaństwa i chędożenia dziewek w podzamkowych karczmach. Chłopak kompletnie nie przejmuje się wizerunkiem księcia, nie zamierza zostać władcą, ma gdzieś co dzieje się na królewskim dworze, a nazwać jego relację z ojcem oziębłą, byłoby sporych rozmiarów niedopowiedzeniem. Nieszczęśliwie dla niego schorowany król dokonał swojego żywota, a śmierć młodszego brata sprawia, że wbrew początkowej woli ojca, to właśnie młody, niechętny władzy Henryk musi zostać następcą angielskiego tronu.

Z dnia na dzień z krnąbrnego chłopaka, który szczerze nienawidził ojca, korony i polityki jaką prowadził, zamienia się w Henryka V. Krajem trawią wojny domowe, a konflikt z Francją zaczyna coraz bardziej eskalować. Świeżo upieczony król musi stać się przywódcą jakim nie potrafił być jego ojciec. Nie chce powielić jego błędów, próżności i arogancji, które wyniszczały kraj od wewnątrz. Pragnie  być dojrzałym i rozsądnym władcą, a od wojny bardziej ceni sobie spokój i dobrobyt dla swoich poddanych. Na doradcę mianuje swojego jedynego przyjaciela, Falstaffa – legendarnego weterana wojennego i wiernego towarzysza do kufla. Jednak nie wszyscy na dworze pragną tego samego, a kolejne prowokacje ze strony Francji sprawiają, że presja na młodym królu staje się coraz większa, a widmo wojny coraz bardziej wyraźne. 

To co jako pierwsze rzuca się w oczy to naprawdę wysoki poziom realizacji. Zaczynając od ponurej tonacji zdjęć, które podkreślają brutalność i ponurość epoki oraz wydarzeń które obserwujemy, przez naturalizm w portretowaniu ludzi, życia codziennego, czy wojny i samych bitew, na pozbawionych upiększeń kostiumach i fryzurach kończąc. Wszystko to pokazuje, że mamy do czynienia z produkcją o nieco wyższym profilu aniżeli typowy ‚zapychacz Netfliksa’. Pod względem wizualnym film ogląda się naprawdę dobrze, rekonstrukcja epoki wypada autentycznie, a sceny batalistyczne zapadają w pamięć. Doceniam również pracę jako wykonali scenarzyści porzucający język szekspirowskiej sztuki i dostosowującym go do bardziej przyziemnej i mniej teatralnej narracji, na jaką się zdecydowali. To problem jaki miał na przykład „Makbet Kurzela, z którym Król miejscami może się kojarzyć, ale z którym ostatecznie ma niewiele wspólnego poza wspólnym źródłem i dużym naciskiem na stronę wizualną. Problem jednak w tym, że oprócz niej Król nie ma nic ciekawego do zaoferowania.

Tak, dla mnie Król jest jak pusta wydmuszka. Na próżno szukać w filmie australijskiego reżysera, autora tak udanych filmów jak „Królestwo zwierząt” czy „Rover”, jakiejkolwiek emocji. Choć w bohaterów wcielają się tak znakomici aktorzy jak Timothée Chalamet, Joel Edgerton czy Robert Pattinson, praktycznie każdy z nich jest kompletnie nijaki i tylko ten ostatni zdaje się dobrze bawić rolą francuskiego księcia, mimo że i tak zbyt dużo okazji do grania nie dostał. Świetnie oddający charakter swoich postaci w „Tamte dni, tamte noce” czy „Mój piękny syn” Chalamet, tu wypada bez wyrazu, gra na jednej minie, w jednym tempie. Choć cały film pozornie ją obserwuję, bynajmniej nie czuje przemiany jego bohatera, nie rozumiem relacji jaka łączy go z innymi postaciami, bo i nie została ona dobrze zarysowana, a i same postaci wydają się nieciekawe. Postawa głównego bohatera, jego ślepota na oczywiste manipulacje wydają się absurdalne, a kolejne podejmowane decyzję podkreślające przemianę, którą przechodzi, a która jest konsekwencją władzy jaką otrzymał, nie wybrzmiewa tak wyraźnie jak zapewne chcieliby by wybrzmiewały reżyser, scenarzyści i sami aktorzy. Po prostu film wypada kompletnie nijako.

Nie czuję żebym przeszedł z bohaterami jakąkolwiek drogę, a sama fabuła wydaje się poprowadzona bez polotu, jest nieangażująca. Rzeczy dzieją się bo się dzieją, ale poza wiedzą historyczną, datami i postaciami historycznymi nie mam wrażenia żebym cokolwiek z seansu Króla wyniósł. No niby jest tu podkreślony jeden motyw, który choć trochę wybrzmiewa z pod grubej warstwy prowadzonej w jednostajnym tempie narracji, a jest nim samotność władcy. Manipulacje, intrygi i zdrady, to nie jest nic czego byśmy dotąd w kinie historycznym nie widzieli, ale faktycznie dość dobrze wypada pokazanie jak ciężar odpowiedzialności i brak zaufania do otoczenia, upłynnia nieco moralność naszego tytułowego króla i popycha go do coraz bardziej skrajnych decyzji.

Z całym szacunkiem dla kompozytora Nicholasa Britella, którego twórczość bardzo cenię, ale tutaj towarzysząca nam niezależnie od sceny i kontekstu wydarzeń muzyka jego autorstwa, doprowadzała mnie miejscami do niemałej irytacji. Zdaje mi się, że od pierwszej do ostatniej minuty towarzyszy nam jeden i ten sam motyw muzyczny, który raz ciszej, raz głośniej wybrzmiewa w tle, tylko bardziej podkreślając monotonnie i jednostajność narracji całego filmu.

Na szczęście w tym wszystkim otrzymujemy naprawdę świetnie zrealizowaną i poprowadzoną dramaturgicznie scenę bitwy pod Azincourt. W sposobie pokazywania chaosu jaki panuje na polu walki, portretowaniu poplątanych ciał, sylwetek, ścisku, brudu i błota czuć mocne inspirację „Bitwą bękartów” z „Gry o tron”, i dobrze, bo jak się wzorować, to na najlepszych.

Koniec końców Król sprawia wrażenie filmu, który sam nie wie jaki chce być i o czym chce być. Nie jest filmem historycznym nie trzymając się wiernie wszystkich wydarzeń i postaci, ani nie jest też w stu procentach adaptacją sztuki Szekspira, na której David Michôd i Joel Edgerton jedynie luźno inspirowali się pisząc scenariusz. Jest trochę jak pączek pozbawiony nadzienia – niby cieszy oko, ale po wgryzieniu się w temat zionie pustką i gorzkim posmakiem niespełnionej obietnicy.


Król netflix recenzja
Król (The King)
Reżyseria: David Michôd
Scenariusz: David Michôd, Joel Edgerton
Zdjęcia: Adam Arkapaw
Muzyka: Nicholas Britell
Obsada: Timothée Chalamet, Lily-Rose Depp, Ben Mendelsohn, Joel Edgerton, Robert Pattinson i inni
Gatunek: Biograficzny, Dramat historyczny
Kraj: Australia, USA
Rok produkcji: 2019
Data polskiej premiery: 1 listopada 2019

 


 FILM Dostępny na:

 CHCESZ WIĘCEJ RECENZJI I CIEKAWYCH ZESTAWIEŃ? POLUB NAS I BĄDŹ NA BIEŻĄCO: