Valerian i Miasto Tysiąca Planet recenzja filmu

Valerian i Miasto Tysiąca Planet (2017): Pocztówka z kosmosu

W historii współczesnego kina było już wiele produkcji których głównym zadaniem było oszołomienie widza bogactwem kolorów, wizualnym przepychem i efektami specjalnymi. Wystarczy wspomnieć choćby takie space opery jak „Star Trek”, „Strażnicy Galaktyki” i „Gwiezdne wojny„. Autorskie filmy typu „Mad Max: Na drodze gniewu”, a nawet nieco bardziej przyziemne produkcje jak „John Wick” czy niedawno recenzowana „Atomic Blonde„. W każdym z nich strona audiowizualna zdecydowanie dominowała nad treścią, ale równocześnie dzięki innym mocnym stronom, słabości scenariusza nie przeszkadzały w ogólnym odbiorze całego widowiska. Tego niestety nie można powiedzieć o kosztującej około 200 milionów dolarów superprodukcji francuskiego reżysera Luca Bessona, który w latach swojej świetności tworzył tak dobre filmy jak „Leon zawodowiec”, „Wielki Błękit” czy „Piąty element”. Valerian i Miasto Tysiąca Planet jest bowiem tylko pięknie zdobioną pocztówką, która oprócz oszałamiających widoków i obrazków, nie oferuje widzowi nic więcej…

Komiksu autorstwa Pierre’a Christina i Jean-Claude’a Mézières’a nie czytałem, a kreskówkę oglądałem dawno i tylko kilka pierwszych odcinków. Jednak posiadana wcześniej oraz zebrana tuż przed seansem filmu wiedza na temat materiału źródłowego, była wystarczająca żeby wiedzieć, iż Besson ma w zasadzie gotowca potrzebującego tylko wprawnej ręki reżysera umiejącego opowiedzieć ciekawą i angażującą widza historię, wykorzystując jednocześnie możliwości jakie daje mu fantastyczny i różnorodny świat przedstawiony. Szkoda więc, że reżyser oprócz oczywistej w przypadku takich produkcji warstwy wizualnej, skupił się głównie na politycznym wydźwięku filmu, a parę bohaterów, agentów czasoprzestrzennych Valeriana i Laureine, oraz główną oś fabularną, potraktował po macoszemu, jako tło dla całej gammy efektów specjalnych i politycznych alegorii.

Owszem, w zasadzie to nie byłoby w nich nic złego, bo reżyser unika filozofowania czy ideologicznego edukowania, a przecież zamieszkała przez setki gatunków stacja kosmiczna Alpha, stanowi świetne odniesienie do współczesnych problemów globalnego, multikulturowego świata. Problem stanowi cała reszta – od pozbawionego chemii duetu głównych bohaterów, po przewidywalny i dość miałki scenariusz, dodajmy, że również mocno odnoszący się do choćby kryzysu migracyjnego UE.

Valerian ma momenty. Początek zapowiada wręcz naprawdę dobre widowisko. Wpierw otrzymujemy fajnie zmontowany prolog pokazujący proces kształtowania się tytułowego Miasta Tysiąca Planet. Później dynamiczną akcję pościgową na międzygalaktycznym bazarze rozgrywającą się jednocześnie w dwóch różnych wymiarach. Ale co z tego, jeśli każda kolejna scena, dialog i bohater nie potrafi przykuć uwagi widza na dłużej, a całość wizualnych atrakcji nieidących w parze z sensowną fabułą, zaczyna po początkowych zachwytach powoli nużyć i męczyć. Co w końcu jeśli relacja między parą głównych bohaterów jest do bólu nijaka, a grany przez Dane DeHanna Valerian jest irytujący i kompletnie nieprzekonywujący w swojej roli…

Ten film mógł się udać. Jak wspomniałem we wstępie, było już przecież wiele produkcji które opierały się głównie na stronie audiowizualnej i mimo słabego scenariusza potrafiły się obronić. Valerian nie ma jednak żadnej wartości dodanej. Nie ma ciekawych, pełnokrwistych bohaterów, emocji czy głębiej zarysowanych relacji. Ma za to czerstwy dowcip, sztywnego i bezbarwnego antagonistę i aktorów na drugim planie których kompletnie nie wykorzystuje. Oprócz efektów specjalnych najmocniejszym elementem filmu jest grana przez Care Delavinge, Laureine. Więc z całym szacunkiem dla młodej i wciąż niedoświadczonej aktorki, ale to chyba jest wystarczającym podsumowaniem poziomu tej superprodukcji…

Ostatecznie Bensson stworzył piękną filmową błyskotkę, którą może i początkowo kuszeni mieniącymi się kolorami i przepychem kupimy, ale po seansie szybko odłożymy na zakurzoną półkę z podpisem: „do zapomnienia”.


Valerian i Miasto Tysiąca Planet recenzja filmu
Valerian i Miasto Tysiąca Planet (Valerian and the City of a Thousand Planet)
Reżyseria: Luc Besson
Scenariusz: Luc Besson
Zdjęcia: Thierry Arbogast
Muzyka: Alexandre Desplat
Obsada: Dane DeHaan, Cara Delevingne, Clive Owen, Rihanna, Sam Spruell, Ethan Hawke i inni
Gatunek: Akcja, Sci-Fi
Kraj: Francja, USA
Rok produkcji: 2017
Data polskiej premiery: 4 sierpnia 2017

 


Recenzja została opublikowana również na portalu ZażyjKultury.pl

 CHCESZ WIĘCEJ RECENZJI I CIEKAWYCH ZESTAWIEŃ? POLUB NAS I BĄDŹ NA BIEŻĄCO: 
  • Osobiscie juz ze wzgledu na to ze gra tam ta aktorka juz mnie sie nie chce tego ogladac. Poza tym trailer nie zachęcił. Jak widze niczego nie stracilam. Kolejna produkcja w stylu Avatara.