1670 sezon 2 recenzja

1670 (2023): sezon II

Serial fenomen. Naprawdę nie przypominam sobie żeby jakakolwiek polska produkcja wcześniej zrobiła tyle szumu w dniu premiery. Nie przypominam sobie również jakiegokolwiek rodzimego serialu, który stałby się tak viralowy, który oglądaliby dosłownie wszyscy. Pierwszy sezon 1670 nie tylko wziął wszystkich zaskoczenia poziomem produkcji, ale i potwierdzeniem, że nad Wisłą nie zapomniano jeszcze co oznacza dobra komedia. Przed premierą drugiego twórcy Maciej Buchwald, Kordian Kądziela i Jakub Rużyło stanęli więc przed nie lada wyzwaniem utrzymania poziomu pierwszego, ale i udowodnienia, że nie był to jednorazowy strzał, „wypadek przy pracy”. Co więcej apetyt rośnie w miarę jedzenia, więc wymagający widz miał prawo i powinien oczekiwać odpowiedniego rozwinięcia, pójścia dalej z historią i sprawdzoną formułą serialu…… i spieszę donieść, że dowieźli niczym chłop daninę do szlachcica. Drugi sezon 1670 to zupełnie inny poziom odjechania i dla jednych może to być plus, dla innych spora wada. Drugi sezon 1670 to przede wszystkim ciągła zabawa formą i gatunkiem. Gdy pierwszy sezon skupiał się na celnych one-linerach i całej satyrycznej warstwie, tak drugi dodał do tego mocno absurdalne zabawy konwencją i gatunkiem; od musicalu, przez horror, przez film sportowy, na romcomie kończąc.

Jest więcej, jest lepiej, jest dużo bardziej absurdalnie, ale jest też inaczej. To nie większa dawka tego samego, sprawdzonego i odgrzanego już dania z sezonu pierwszego. Twórcy 1670 Maciej Buchwald, Kordian Kądziela i Jakub Rużyło bynajmniej nie idą w tym sensie na łatwiznę, próbując tego samego, ale w nieco zmienionej formule. Efekt świeżości można osiągnąć tylko raz, więc w odróżnieniu od bardziej rozrzuconej na pojedyncze skecze struktury sezonu pierwszego, tutaj postawiono na bardziej spójną i zwartą wokół głównego wątku narracji i rozwój poszczególnych bohaterów.

Co mnie również niezmiernie cieszy, twórcy potrafili do tej beczki miodu dodać szczyptę dziegciu, przełamując spore dawki często naprawdę absurdalnej komedii pewną skrywającą się pod spodem gorzką refleksją, która czyni z mieszkańców Adamczychy coś więcej niż komików na barokowej XVII-wiecznej scenie kabaretowej, a bohaterów z krwi i kości.

Większość show kradnie jednak bogaty i (co podkreślmy)… umyty Bogdan, który mimo sukcesu cierpi na postępujący kryzys samotności. Jan Paweł zachowuje status quo z poprzedniego sezonu, wciąż starając się udowodnić sobie, rodzinie i wszystkim dookoła, że może wspiąć się na sam szczyt, w czym mają mu pomóc organizowane w Admaczysze coroczne Dożynki Królewskie. Zakochana w chłopie Macieju Aniela miota się między zrywem uczucia a obowiązkiem wobec rodziny, w czym nie pomaga nagłe pojawienie się młodego, przystojnego szlachcica. Natomiast Zofia wciąż tłumi płomień swojej kobiecości na rzecz katolickiej moralności będąc milczącym więźniem własnych decyzji. No i są jeszcze bracia Jakub i Stanisław, którzy jako „Stakub” kierują folwarkiem, co wychodzi im raczej dość średnio, a każda kolejna próba zaimponowania ojcu puentowana jest wybuchem bądź miejscowym podpaleniem. Każdą z postaci przechodzi większą bądź mniejszą drogę, co uznaje za spory plus. Choć za spory paradoks uważam, to że z pośród wszystkich to właśnie Jan Paweł wydaje się tym, który zatrzymał się nieco w miejscu. Na szczęście finał daje nadzieję na to, że twórcy nieco pobawią się postacią Bartłomieja Topy w trzecim sezonie.

Produkcyjnie jest to absolutna polska topka. Od kostiumów, po scenografię – gdzie już odcinek „Al-Inkluziw” zapowiada spory krok milowy z sezonu na sezon w tej dziedzinie – aż po charakteryzację i zdjęcia – wszystko wygląda FE-NO-ME-NA-LNIE. Jest tu naprawdę sporo zabawy, a scenografia oprócz pełnienia funkcji kreatywnego anturażu dla komediowej warstwy serialu, pełni również rolę zbiorowego drugoplanowego bohatera. Nie wierzycie? Proponuję eksperyment i przy ew. rewatchu skupiajcie się bardziej na to co dzieje się w tyle a nie głównych bohaterach, to szybko przekonacie się co mam na myśli…

Humor to jedna z najbardziej subiektywnych rzeczy jaka istnieje. To co jednych śmieszy, dla innych trąci boomerjadą, cringem i czerstwym sucharem. I takich żartów w drugim sezonie 1670 również nie brakuje. Ja jednak uważam, że również i w tej warstwie serial poszedł o krok naprzód. Sekwencje komediowe i gagi są dużo bardziej złożone, odważne w swojej formule, konwencji i wyobraźni autorów. Kocham odcinek wieczoru kawalerskiego Bogdana z horrorowym wątkiem opętania w tle, kino sportowe i mecz w palanta czy negocjowanie traktatu pokojowego z Turkami za pomocą liczb. Ale wiecie, ja jestem fanem na tyle prymitywnego humoru, że i motyw kebaba czy pogrzebu Leszka śmieszy mnie do łez.

Koniec końców jestem więcej niż zadowolony, a jedyne na czym ubolewam, to że obejrzałem ten sezon tak szybko. Całe szczęście twórcy już zapowiedzieli trzeci sezon, a patrząc na to w jakim miejscu zostawiają nas w finale drugiego, ciężko nie przecierać nogami z zniecierpliwienia.


1670 sezon 2 recenzja

 


Wiedźmin recenzja serialu