Uciekaj recenzja horroru

Uciekaj! (2017): Czarny w modzie

Oryginalny, nieszablonowy, trzymający w napięciu – nie są to raczej najpopularniejsze epitety którymi można opisać obecnie produkowane horrory. W większości przypadków należałoby je raczej określić jako sztampowe, przewidywalne i po prostu nudne. Jednak na szczęście od czasu do czasu, z reguły dzięki niezależnym albo debiutującym twórcom, zdarza się, że miłośnicy gatunku otrzymują w swoje ręce prawdziwe perełki. Jedną z nich jest  horror Uciekaj!, w którym znany dotąd z komediowych osiągnięć reżyser-debiutant, Jordan Peele, bawi się sztywną konwencjom horroru, ale i za pomocą co rusz przywoływanych do tablicy gatunkowych motywów, w satyryczny i niezwykle śmiały sposób przywołuje do tablicy społeczne patologie współczesnej Ameryki.

Już w scenie otwarcia, ogrywającej charakterystyczny dla wielu horrorów (szczególnie slasherów) schemat, Jordan Peele pokazuje nam, z jakim filmem będziemy mieli do czynienia.

W pozornie idyllicznej scenerii zamieszkałych przez białych amerykańskich przedmieść, zagubiony czarnoskóry mężczyzna szuka drogi powrotnej do domu. Jest już ciemno, i mimo że okolica wydaje się bezpieczna, ten co rusz ogląda się przez ramie jakby oczekując ataku zza każdego mijanego drzewa. Skąd w nim ta nerwowość? Przecież jest postawnej budowy Afroamerykaninem błąkającym się miedzy alejkami zadbanych domków jednorodzinnych, a nie skąpo ubraną dziewczyną spacerującą po wąskiej uliczce za szemranym clubem nocnym. Nagle z oddali zbliża się biały sportowy samochód, a z jego wnętrza zaczyna dobiegać rytmiczna, jeżąca włos na głowie piosenka „Run Rabbit Run”. Nie dzisiaj – mruczy sam do siebie widząc podążający za nim wóz, – nie dzisiaj. Chyba nie muszę Wam mówić co stało się dalej…

Dopiero po tym krótkim epilogu, poznajemy głównych bohaterów dreszczowca Jordana Peele’ego. Chris i Rose są parą od kilku miesięcy. Jak w każdym związku, także i w ich przyszedł ten niezwykle stresogenny moment, w którym wybranek poznaje rodziców ukochanej. Czy wiedzą, że jestem czarny? – pyta Chris, jakby z wyprzedzeniem przeczuwając zbliżające się kłopoty. Rose jednak szybko odgania ciemne chmury kłębiące się nad wspólną wycieczką i zapewnia, że jej rodzice są tolerancyjni, a ojciec, oświecony liberał, gdyby tylko mógł, głosowałby na Obamę po raz trzeci. I faktycznie. Gdy tylko docierają na miejsce, okazuje się, że państwo Armitage są bardzo uprzejmi i niezwykle przyjaźni. Można nawet  powiedzieć, że aż do przesady.

Na obrazku nie wygląda to co prawda najlepiej, bo i jak może skoro są dwójką zamożnych białych zatrudniających w roli ogrodnika i gosposi dwójkę czarnoskórych, ale w ich zachowaniu naprawdę trudno doczytać się jakiegokolwiek rasizmu. Wydaje się więc, że Chris może spać spokojnie. Niestety, nic z tego. Specyficzna, duszna i niepokojąca atmosfera, oraz osobliwe zachowanie czarnej służby, przekonuje go coraz bardziej, że to nie jest miejsce dla niego i że najlepsze co może zrobić, to spakować walizki i czym prędzej wrócić do domu. To będzie jednak niemożliwe, bowiem gospodarze mają już wobec niego całkowicie inne plany…

Przygotowując się do napisania tej recenzji, naprawdę ciężko było mi przypomnieć sobie drugi tak precyzyjnie przemyślany i wymykający się poza konwencje horror. Uciekaj! to niezwykle sprawne połączenie społecznej satyry, za pomocą której reżyser czerpiąc z własnych doświadczeń, rozprawia się z XXI-wiecznym rasizmem, z trzymającym w napięciu dreszczowcem. Robi to w sposób niezwykle oryginalny oraz  w pełni świadomy, co rusz korzystając ze znanych motywów, puszczając oko do widza i ironicznie komentuje wciąż obecne stereotypy, lęki czy fantazje dotyczące afroamerykańskiej społeczności.

Przy tak specyficznej mieszance stylistycznej, prawdziwym wyzwaniem dla reżysera było utrzymanie ciągłego niepokoju i suspensu od pierwszych do ostatnich scen filmu. Na szczęście ta sztuka mu jak najbardziej udaje, głównie przez  wyczucie inscenizacyjne oraz znakomitą grę aktorską. Zarówno znany niektórym z występu w jednym z epizodów serialu „Black Mirror, Daniel Kaluuya, jak i Allison Williams oraz cały drugi plan, swoimi przekonującymi występami pomagają reżyserowi w budowaniu aury tajemniczości, dziwaczności i napięcia.

Wprawne oko wyłapie również liczne filmowe inspiracje nawiązujące do takich klasyków gatunku jak „Dziecko Romery” Polańskiego, „Noc żywych trupów” Romero, czy „Halloween” Carpentera,  którymi reżyser bawi się pozostawiając w pozornie chaotycznej akcji wskazówki do rozwiązania filmowej zagadki. Uciekaj! intryguje również zapisaną w DNA filmu i wprawiającą w dyskomfort dziwacznością. Ta towarzyszy zarówno rozmowom Chrisa z przedstawicielami białej społeczności, jak i horrorowym zagrywkom za pomocą których Peele wprawia gatunkową machinę w ruch.

Debiut jak marzenie. Ciężko inaczej określić to jakim artystycznym oraz finansowym sukcesem okazał się film Jordana Peele’ego. Uciekaj! potrafi przestraszyć, rozśmieszyć i sprawić że poczujesz się niewygodnie. Można co prawda spierać się co do jakości dynamiki i ostatecznego rozwiązania fabuły, ale z pewnością nie można mu odmówić, że rasizm stał się przez niego jeszcze bardziej przerażający. I wiecie co, tak sobie myślę – czy to nie jest aby ten kierunek w którym powinny zmierzać współczesne horrory?


Uciekaj recenzja horroru
Uciekaj! (Get Out
Reżyseria: Jordan Peele
Scenariusz: Jordan Peele
Zdjęcia: Toby Oliver
Muzyka: Michael Abels
Obsada: Daniel Kaluuya, Allison Williams, Catherine Keener, Bradley Whitford, Caleb Landry Jones i inni
Gatunek: Horror
Kraj: USA
Rok produkcji: 2017
Data polskiej premiery: 28 kwietnia 2017

 


Recenzja została opublikowana również na portalu ZażyjKultury.pl

 Za seans serdecznie dziękuję: 

Iluzja 2 recenzja

Iluzja 2 recenzja

 

 


 CHCESZ WIĘCEJ RECENZJI I CIEKAWYCH ZESTAWIEŃ? POLUB NAS I BĄDŹ NA BIEŻĄCO: 
  • Gdy wybierałam się na Uciekaj!, nie spodziewałam się, że aż tak może mi się spodobać: ciekawe podejście do tematu, sprawne korzystanie z różnych konwencji i tradycji oraz humor, który, o dziwo, nie budził zażenowania 😀 Naprawdę udany debiut.

    • Fajnie by było gdyby po każdym nowym horrorze człowiek mógłby być tak pozytywnie zaskoczony 🙂

  • Michał Chmielowiec

    Niedługo obejrzę, ale jeśli rozwiązaniem zagadki będą jakieś hocki-klocki z duchami, to będę bardzo zły… 😉

  • Michał Chmielowiec

    No, obejrzałem i zachwycony nie jestem. Ma klimat, ale jest też niesamowicie przewidywalny, a ostatnie pół godziny to istna parada najgorszych klisz z filmów grozy. Pomysł był fajny, ale popsuła go realizacja. Na plus główny bohater, bo tak sympatycznej postaci w horrorach nie było od lat. Szkoda, że nie ma tu elementów nadprzyrodzonych, bo bym sobie na blogu Skrzydła Gryfa poużywał na tej produkcji. Moja ocena: 2/6.

    • Racja, może i przewidywalny, ale za to jak wciągający! A te klisze to prawdopobnie celowy zabieg wzmacniający pastiszowy charakter produkcji 🙂