Las Samobójców -recenzja

Las samobójców (2016): Za górami, za lasami, był sobie horror

W jak głębokim kryzysie jest horror, mówi chyba ilość dobrych produkcji tego gatunku jakie mogliśmy w ostatnich latach obejrzeć. Ja od Obecności nie przypominam sobie…nic. Trzeba jednak zaznaczyć fakt, że horror sam w sobie, to bardzo niewdzięczny i niewybaczający błędów gatunek filmowy. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta: ponieważ można się na niego zwyczajnie uodpornić. Niestety reżyserzy wciąż karmią nas kliszami i utartymi schematami, które starego wyjadacza chleba ruszają tyle, co zeszłoroczny śnieg. Sądzę że przy tak wyczerpanej formie, reżyserzy powinni szukać innej drogi do przestraszenia widza, ale o tym w dalszej części recenzji. Las Samobójców debiutanta Jasona Zada bynajmniej nie jest tu wyjątkiem potwierdzającym regułę. Pierwszy film w roku na który (jako nałogowy horrorofil) wybrałem się do kina, to również i pierwsze rozczarowanie. Większe emocje niż to co na ekranie, wzbudzał hałas popcornu na sali kinowej…ale spokojnie – są też i plusy.

Z pierwszym horrorem, który  w 2016 roku pojawił się w kinach, wiązałem naprawdę duże nadzieje. Sromotny więc był mój zawód, gdy po seansie okazało się że oglądając zwiastun moje zaskoczenie oglądając film, oscylowało gdzieś koło cyfry zero. Jednak po kolei.

Prolog filmu ograniczył się do krótkiej informacji o tym, że siostra bliźniaczka głównej bohaterki Sary zaginęła w owianym złą sławą lesie Aokighara, oraz do szybkiej decyzji bohaterki o kupnie biletu do Japonii i rozpoczęciu samodzielnych poszukiwań. Sarę od odważnych zamiarów co rusz próbowali odwieść zabobonni i lekko ekscentryczni Japończycy, którzy nawiasem mówiąc nie wiedzieć czemu, zostali przez reżysera przestawieni, w dość dziwaczny sposób. Mieszkańcy ostrzegali zobojętniałą na wszelkie przesądy Sarę, aby ta nie szukała siostry, ponieważ jeśli ktoś idzie do lasu dobrowolnie, to znaczy że nie chce być znaleziony. Według legend w lesie rządzą złe duchy yu-rei, które swoimi sztuczkami nakłaniają do samobójstwa, dlatego jeśli już musisz się tam wybrać to  nigdy, przenigdy nie zbaczaj ze ścieżki, i oczywiście pod żadnym pozorem – nie nocuj w nim. Jak można się domyślić żadnej z tych rad bohaterka nie posłuchała i choć pozornie wydawało się, że używa choć minimalnych pokładów zdrowego rozsądku, to oczywiście przy pierwszej lepszej okazji zboczyła ze ścieżki, a i zanocować również nie omieszkała.

Ale ok, tego się czepiać nie będę. Przecież wiadomo, że gdyby każda postać w dreszczowcu zachowywała się logicznie, to żaden dreszczowiec by nie powstał. Tak naprawdę największe wady filmu, to bardzo sugestywne budowanie napięcia, oraz zwiastun. Zwiastun w którym reżyser chwaląc się nad tym jaki Las Samobójców jest straszny, poinformował i oprowadził nas za rękę przez wszystkie sceny na których powinniśmy podskakiwać na krzesłach. Również tytułowy las nie był tym z moich wyobrażeń, takim w którym panuję przerażająca cisza, a słońce tylko czasem przecina wysokie korony drzew. Aokighara to las jak każdy inny. Las w którym dzięcioł co jakiś czas rytmicznie wystukuję swoją pieśń na pniu drzewa, w którym słychać miły dla ucha szmer drzew, i gdzie słońce delikatnie muska twarze odwiedzających. Różnica jest taka, że co jakiś czas można natknąć się tam na zwłoki nieszczęśnika, który skutecznie targnął się na własne życie. Mimo to Aokighara swoim wyglądem bardziej pasuje do „Księgi Dżungli”, niż do głównego miejsca akcji w filmie kina grozy.

Dla niedoświadczonego reżysera próby przestraszania widza, ograniczają się do kiepsko ucharakteryzowanych trupów i małych Japońskich dziewczynek, będących jednocześnie ukłonem w stronę japońskich produkcji tj. „Krąg” czy „Klątwa”. Budowanie napięcia jak już wspomniałem jest sugestywne tak bardzo, że widz może jedynie odliczać sekundy zanim nastąpi kolejna „straszna scena”. Są jednak pewne plusy. Pierwszym z nich do Natalie Dormer – gwiazda „Gry o Tron” i „Dynastii Tudorów”, która ze względu na swoją charakterystyczna uwodzicielską urodę, często grała gdzieś na drugim planie, zazwyczaj w roli silnych niezależnych kobiet. Tutaj to ona jest w centrum uwagi, i to nawet podwójnie. Gra rolę sióstr bliźniaczek, Sary – szukającej siostry, oraz Jess – siostry która nie chce być znaleziona. Drugim plusem jest element filmu, który przez reżysera został potraktowany bardzo po macoszemu, choć paradoksalnie był jego najmocniejszą stroną. Tytułowy las wywołuje  bowiem u smutnych ludzi stany lękowe, zaburzenia percepcji, i niemałą paranoję. Wpływał na nich do tego stopnia, że Ci odbierali sobie życie, oraz powodował wizje – po których ludzie zwracali się przeciwko sobie. Kto ma racje, co jest prawdziwe a co nie, gdzie leży granica między prawdą a wyobraźnią – to elementy sprawiające że widz czuł rosnący niepokój i niepewność, oraz autentycznie przejmował się losami bohaterów. Niestety te pytania mogły chodzić po naszych głowach jedynie kilkanaście minut, ponieważ właśnie po tak krótkim czasie reżyser udzielił nam wszystkich odpowiedzi, niwecząc tym samym potencjał elementu filmu, który był jednym z niewielu jego mocnych punktów.

Co z tymi horrorami?! Jak to jest że od paru ładnych lat żaden reżyser nie był wstanie przestraszyć widowni do tego stopnia, żeby jakiś film został uznany przez widzów za świetne kino gatunkowe. Nie ma na to jednoznacznej odpowiedzi. Ja osobiście myślę że problem leży w wyczerpanych środkach i sposobach jakimi reżyserzy próbują nas wystraszyć, oraz szczególnie – w złym podejściu do samej genezy strachu i tego – co go tak naprawdę powoduje.

Fanów gatunku i doświadczonych odbiorców wyskakujące maszkary – nie straszą już jak kiedyś, a miłośnicy stylu gore – na hektolitry wylewanej krwi, są zwyczajnie zobojętnieni. Tak naprawdę to nie one stanowią główny element wywołujący strach, a są jedynie dodatkiem. Głównym czynnikiem i jego podstawowym  źródłem – jest niewiedza. Niewiedza powoduje niepewność, a długo trwająca niepewność – stymuluje strach. Dlatego właśnie ten paranoiczny i psychofizyczny element filmu uważam za tak zmarnotrawiony. Bardziej od potworów i duchów bałem się panującej niepewności, nad tym czy to co widzę na ekranie jest prawdziwe czy nie, oraz czy bohater podejmie dobrą decyzje, czy może doprowadzi się do ostatecznej zagłady. Szkoda tylko że reżyserzy stawiając głównie na surrealistyczne przedstawienie strachu, zaniedbują strefę ludzkiej psychiki i naszych pierwotnych lęków.


Las Samobójców (The Forest)
Reżyseria: Jason Zada
Scenariusz: Nick Antosca, Sarah Cornwell, Ben Ketai
Muzyka: Bear McCreary
Zdjęcia: Mattias Troelstrup
Obsada: Natalie Dormer, Taylor Kinney, Yukiyoshi Ozawa, Eoin Macken
Gatunek: Horror
Kraj: USA
Rok produkcji: 2016
Data polskiej premiery: 8 stycznia 2016

 


CHCESZ WIĘCEJ RECENZJI I CIEKAWYCH ZESTAWIEŃ? POLUB NAS I BĄDŹ NA BIEŻĄCO: 
  • Pierwsze zdanie tej recenzji oddaje moje odczucia względem gatunku. Kryzys – dobrze powiedziane. Od horroru oczekuję niewiele – dobrej fabuły i tego co najważniejsze – chciałbym się przestraszyć. Rzadko który spełnia pierwszy warunek, lecz zdarzają się. Nie wiem czy którykolwiek powstały w ciągu ostatnich wielu lat horror sprawił żebym się wystraszył. Szkoda, że i tutaj jest słabo. Nie liczyłem na wiele, ale właśnie ze względu na to, że to pierwszy horror w roku, miałem ochotę się wybrać.

    • No niestety, chyba się będzie trzeba przyzwyczaić do tych horrorowych rozczarowań. Sama nazwa gatunku coraz rzadziej spełnia swoją definicyjną role, raczej służy do określenia poziomu jakie te filmy reprezentują. Chociaż zdarzają się wyjątki, które chociaż fabułę mają ciekawą i nawet nawet trzymają w napięciu. Jestem w trakcie robienia zestawienia filmów found footage i chociaż nie jestem fanem tej techniki, to trafiłem na parę ciekawych pozycji. A w kinach niedługo wychodzi „The Boy” – tu mam pewne nadzieje, ale czuje że wszystko co najlepsze widzieliśmy w zwiastunie (jak zwykle zresztą, straszny nawyk), no i „The Other Side of the Door” – tutaj nadziei nie mam żadnych. Co ciekawe w obu filmach główne role grają aktorki z serialu „The Walking Dead”. Tylko czekać na Ring 3 i Ricka Grimesa w roli głównej 😀