Po tamtej stronie drzwi horror

Po tamtej stronie drzwi (2016): Przekraczając próg

Gdyby film Johannesa Robertsa był taki za jaki ewidentnie chce uchodzić, to mielibyśmy do czynienia z nie najgorszym, a być może nawet najlepszym horrorem roku. Niestety, porównania do “Szóstego zmysłu” Shyamalana są mocno przesadzone, żeby nie powiedzieć – absurdalne. Nie oznacza to jednak, że Po tamtej stronie drzwi jest kompletną klapą. Produkcja brytyjskiego reżysera broni się paroma momentami, a ocenić można ją (w miarę) pozytywnie tylko przez wzgląd na bardzo słabą konkurencję. W przypadku horrorowej premiery z 2016 roku nie jest tak źle jak było choćby przy okazji recenzowanego “The Boy” czy “Lasu Samobójców“. Film jednak podzieli widzów. Dlaczego? Recenzja powinna Wam wszystko wyjaśnić.

Akcja Po tamtej stronie drzwi rozgrywa się w Indiach. Maria – główna bohaterka, jest zrozpaczona po tragicznej śmierci syna. W ból po utracie dziecka próbują pomóc jej opiekuńczy mąż i córka Lucy. Mimo to kobieta obwiniając się o śmierć małego Oliviera, targa się na własne życie. Wszystko z boku obserwuje Piki – hinduska pomoc domowa, która widząc dramat Marii, oferuje jej pomoc i możliwość pożegnania się z synkiem. Według niej taką możliwość daje starożytna hinduska świątynia, przez której drzwi – po odprawieniu odpowiedniego rytuału – można ostatni raz porozmawiać ze zmarłą osobą. Jest jednak jeden jedyny haczyk – pod żadnym pozorem drzwi tych nie można otwierać! I tak, tak, dokładnie… pewnie już się domyślacie co zrobiła bohaterka?

Maria rzeczone drzwi oczywiście otwiera i tym samym wypuszcza na świat mrok przed którym tak ostrzegała ją Piki. Cóż, to jednak stać się musiało aby reżyser w ogóle mógł jakoś rozwinąć tą historie, bo dokładnie wtedy tak na prawdę zaczyna się właściwa fabuła filmu. A skoro już o niej mowa… czy mamy tu do czynienia z wymierającym gatunkiem, czyli horrorem którego fabuła ma sens?

Bynajmniej. Fabularnie Po tamtej stronie drzwi nie ma nic ciekawego do zaoferowania. Z chwilą otwarcia drzwi akcja niby się napędza, a reżyser stara się Nas wystraszyć przy każdej możliwej okazji. To wszystko jednak nie współgra jako całość, a oglądając film mamy wrażenie, że skromna i zidiociała jak główna bohaterka fabuła, jest tylko pretekstem dla zaprezentowania istnego festiwalu jumpscare’ów.

Indie jako miejsce akcji dla paranormalnego horroru? Jak dla mnie fantastyczny pomysł. Gorzej niestety z wykonaniem, a konkretnie z niewielkim (a raczej zerowym) wykorzystaniem potencjału, który się z tym wyborem wiąże. Co prawda mamy tu świątynie, mamy tajemnicze plemię przerażająco wymalowanych szamanów, ale to wszystko to jednak za mało aby w pełni wykorzystać możliwości jakie daję tak kolorowa i barwna kultura. Nie mogę się nawet pozbyć wrażenia, że gdyby film rozgrywał się gdzieś indziej, to wyglądałby dokładnie tak samo.

Wątpliwości nie ulega natomiast to, że Po tamtej stroni drzwi chce przestraszyć widza. Chce i to bardzo. Maszkary i zniekształcone postacie wyskakuje z częstotliwością karabinu maszynowego, i o ile początkowo osiąga to jakiś skutek, to później staje się już nudne i przewidywalne. Fabuła nie zaskakuje, a klisza goni kliszę, schemat goni schemat. Sprawia to, że horror Johannesa Robertsa dzieli widownie. Jeśli ktoś nie jest odporny na jumpscare’y i horrory ogląda od święta, to na Po tamtej stroni drzwi może się autentycznie przestraszyć. Natomiast gdy jest weteranem kina grozy, to co najwyżej nie zaśnie z nudów. A to przy obecnych horrorach i tak jest dość dużym sukcesem.


Po tamtej stronie drzwi horror

Po tamtej stronie drzwi (The Other Side of the Door)
Reżyseria: Johannes Roberts
Scenariusz: Johannes Roberts, Ernest Riera
Muzyka: Maxime Alexandre
Zdjęcia: Joseph Bishara
Obsada: Sarah Wayne Callies, Jeremy Sisto, Sofia Rosinsky, Logan Creran, i inni
Gatunek: Horror
Kraj: Indie, Wielka Brytania
Rok produkcji: 2016
Data polskiej premiery: 15 kwietnia 2016

 


CHCESZ WIĘCEJ RECENZJI I CIEKAWYCH ZESTAWIEŃ? POLUB NAS I BĄDŹ NA BIEŻĄCO: