Moonglight recenzja

Moonlight (2016): Nosce te ipsum

Dobre queerowe kino poznamy po tym, że nie funkcjonuje tylko jako tęczowy manifest tolerancji i odmienności seksualnej, ale posiada również szerszy kontekst społeczny, wychodzący poza ramy tego, co znamy jako tzw. “kino gejowskie”. Filmy w nurcie new queer cinema oprócz podejmowania tematu homofobii i odnoszenia się do środowiska LGBT, często posiadają również ciekawe tło, które stanowi nie tylko urozmaicenie fabuły lub pretekst do głoszenia pewnych haseł, ale również sprawia, że wartość merytoryczna filmu staje się bardziej uniwersalna, a meta komentarz ukryty w fabule, odczytywać można na wielu poziomach w zależności kompetencji odbiorczych widza. Właśnie takim filmem jest Moonlight Barry’ego Jenkinsa, w którym reżyser poprzez trójaktową opowieść o dojrzewaniu w getcie, pokazuje proces odkrywania własnej seksualności i orientacji, równocześnie uzmysławiając widzowi jak duży wpływ na młodego człowieka ma środowisko w którym dorasta…

Film Barry’ego Jenkinsa podzielony jest na trzy akt, z których każdy ukazuje inny etap dojrzewania bohatera. W każdym z trzech segmentów widzimy bohatera w innym wieku, granego przez innego aktora. Taka a nie inna konstrukcja fabularna filmu z jednej z strony pozwoliła reżyserowi nadać mu pewnej dynamiki, z drugiej jednak, poprzez skoki w czasie i niektóre wybory narracyjne, narażała go na pewną skrótowość mogącą zmylić widza, wywołując u niego jednoczesną konsternacje i zniechęcenie.

W pierwszym akcie naszego bohatera poznajemy jako małego, mieszkającego w niebezpiecznej dzielnicy chłopaka o którym powiedzieć, że nie ma w życiu lekko, to nie powiedzieć nic. W domu patrzy jak nałóg powoli wyniszcza jego matkę, podczas gdy w szkole wciąż musi znosić dokuczliwe zaczepki silniejszych rówieśników intuicyjnie wyczuwających jego delikatność i odmienność. Na dodatek zaczyna powoli odkrywać i określać swoją orientacje seksualną. Nie ma więc nic zaskakującego w tym, że chłopak zamyka się w sobie, przeważnie milczy, a emocje wypiera starając się hartować charakter tak, aby móc przetrwać trudy dorastania w opresyjnym środowisku.

Pewną stabilność i oparcie Chiron odnajduje gdy przypadkowo podczas jednej z ucieczek przed rówieśnikami, poznaje miejscowego dealera Juana (znakomity, genialny i oby nagrodzony Oscarem Mahershala Ali). Mężczyzna otacza go opieką i staje się dla chłopaka swego rodzaju autorytetem, mentorem, kimś na kształt ojca, w którego domu, Chiron zzawsze szuka azylu uciekąc przed szalejącą po kolejnym ćpaniu matką. To właśnie od niego bohater uczy się jak przetrwać dorastając w samczym i niewybaczającym błędów środowisku jednocześnie  nie zatracając się w nim i nie pozwalając na siebie wpłynąć. Konsekwencję jego “nauk” obserwować możemy w kolejnych segmentach, w których Chiron jako nastolatek przeżywający pierwszą homoerotyczną fascynacją najbliższym przyjacielem, a później dorosły poddający się presji i dostosowujący się do wymogów otoczenia, wciąż zdaje się mieć w głowie powidoki rad udzielanych przez przyszywanego ojca.

Barry Jenkins, który sam wychował się w niebezpiecznej dzielnicy, przy okazji Moonlight porusza bardzo wiele społecznie zaangażowanych – szczególnie dla Afroamerykanów – tematów, które wcale nie skupiają się tylko na orientacyjnej odmienności głównego bohatera. Reżyser umiejętnie, w sposób czasem dosłowny, czasem podprogowy, zwraca uwagę na to jak mocno kształtują człowieka doświadczenia zdobyte jeszcze w wieku dziecięcym. Jak środowisko niczym wprawiony rzeźbiarz, kształtuje ludzi, szczególnie tych najmłodszych, najbardziej narażonych na jego wpływy. Obserwując każdy z etapów życia głównego bohatera, mogliśmy zobaczyć jak presja otoczenia, jego brutalność i bezwzględność powoli wyzbywa Chirona początkowej delikatności, a wyposaża w maskę, którą bohater zakłada jak tarczę obronną przed uporządkowanym na zasadach samczej dominacji środowiskiem.

Moonlight to bardzo ascetyczny, zbudowany raczej na oszałamiającej warstwie wizualnej, długich retardacyjnych ujęciach i trikach narracyjnych film. Jednak właśnie w tej specyficznej narracji tkwi największy problem dzieła Jenkinsa. Zdaje się, że reżyser chciał opowiedzieć zbyt wiele w zbyt krótkim czasie, a gdy zrozumiał, że powiedzieć wszystkiego nie zdoła, zdecydował się bardziej postawić na dynamikę rozwoju postaci poprzez przeskoki czasowe i trójaktową konstrukcję, tracąc przy tym możliwość zbudowania solidnych podstaw, pozwalających wierzyć w sam efekt końcowy.

Przy okazji filmu Jenkinsa trudno nie pokusić się o porównania do innych podobnych produkcji z pod szyldu kina LGBT i nie tylko. Oczywistym porównaniem jest oczywiście “Tajemnica Brokeback Mountain”, w której podobnie jak w przypadku Moonlight, homoseksualne uczucie zderza się z światem twardzieli, opartym na fizycznej sile, dominacji i funkcjonujący w świadomości odbiorcy jako atrybut męskości. “Zakazane” uczucie dwójki prowincjonalnych kowboi z filmu Ang Lee, było w końcu takim samym kontrastem względem środowiska w jakim się rozgrywa, jak erotyczna fascynacja przyjacielem bohatera filmu Barry’ego Jenkinsa mająca miejsce w świecie gangsterów, złotych łańcuchów i narkotyków.

Moonlight to ogólnie kino kontrastów. Tu delikatność spotyka się z brutalnością, odmienna, nieakceptowana, lecz jednak wciąż miłość z niezdrową, nieznajdującą ujścia nienawiścią. Nawet smyczkowej, zapadającej w pamieć muzyce Nicholasa Birtell’ego towarzyszą tłuste basy i gangsta rap będący analogią przemiany bohatera z łagodnego, niewinnego chłopaka, w produkt końcowy środowiska które go ukształtowało.

Mimo kilku poważnym zarzutów odnośnie prowadzenia fabuły i czasem ocierającego się o banał szantażu emocjonalnego, film Jenkinsa to dobry przykład niezależnej i mocno autorskiej produkcji, która choć pozbawiona rozmachu, śmiało może stawać w szranki z oscarowymi blockbusterami. Dowodem tego jest aż 8 nominacji w tegorocznych Oscarach i kilkadziesiąt nagród wśród których jest Złoty Glob i 4 wyróżnienia BAFTA. Jednak o sile Moonlight nie stanowi ilość zdobytych statuetek, a uniwersalny przekaz który pozostawia widza w poczuciu zrozumienia i akceptacji. I to bez sięgania po zbędne moralizatorstwo.


Moonglight recenzja
Moonlight
Reżyseria: Barry Jenkins
Scenariusz: Barry Jenkins
Zdjęcia: James Laxton
Muzyka: Nicholas Britell
Obsada: Trevante Rhodes, Andre Holland, Janelle Monáe, Ashton Sanders, Jharrel Jerome, Mahershala Ali, Naomie Harris i inni
Gatunek: Dramat
Kraj: USA
Rok produkcji: 2016
Data polskiej premiery: 17 lutego 2017

 


Recenzja została opublikowana również na portalu ZażyjKultury.pl

  CHCESZ WIĘCEJ RECENZJI I CIEKAWYCH ZESTAWIEŃ? POLUB NAS I BĄDŹ NA BIEŻĄCO: