The Punisher recenzja serialu

The Punisher (2017): sezon I

Ostatnie seriale realizowane w ramach kooperacji Netflixa z Marvelem wychodziły – delikatnie mówiąc – dość średnio. Wszystko zaczęło się jednak bardzo obiecująco. Najpierw otrzymaliśmy bardzo dobry pierwszy sezon „Daredevila”, a następnie niepokojącą i dotykającą istotnych społecznie kwestii „Jessice Jones”. Później przyszedł czas na „Luka Cage”, który mi osobiście całkiem przypadł do gustu, ale przez swoje niedociągnięcia, nijako zwiastował spadek jakości późniejszych seriali. I tak drugi sezon „Daredevila” był jaki był – istna sinusoida, ale dał nam chociaż postać i znakomity wątek Franka Castle. Natomiast już „I’m immortal Iron Fist” i „The Defenders”, których w odróżnieniu od wielu innych fanów nie nienawidzę z całego serca, w najlepszym i najbardziej łaskawym dla obu seriali przypadku, mógłbym nazwać co najwyżej przeciętnymi guilty pleasure. Były po prostu słabiutkie.

Mając więc w pamięci znakomitego w roli Franka Jona Bernthala, ale i ostatnie słabe superbohaterskie produkcje Netflixa, z jednej strony cieszyłem się jak dziecko, a z drugiej byłem pełen obaw, że ktoś przyjdzie i zepsuje mi tak znakomicie wykreowaną postać. Punisher to jednak nie superbohater,  a jego serial udowadnia, że ktoś w Netfliksie wyciągnął wnioski z poprzednio popełnianych błędów. Co tu dużo mówić – jest naprawdę dobrze. 

W pierwszym odcinku Franka spotykamy gdy już – w teorii – rozprawił się z mordercami swojej rodziny i ukrywając się pod fałszywym nazwiskiem, pracuje rozwalając ściany na jednej z nowojorskich budowli. Nasz antybohater, choć dokonał upragnionej zemsty, nie mając żadnego innego celu, ewidentnie nie może odnaleźć sobie miejsca. Jest coraz bardziej zżerany przez cierpienie, wyrzuty sumienia i samotność, na którą sam się zdecydował. Wkrótce jednak jego tożsamość – a raczej to że Castle sfingował swoją śmierć po wydarzeniach z II sezonu „Daredevila” – odkrywa niejaki Micro. Twierdzi on, iż zna tożsamość ludzi, którzy faktycznie odpowiadają za śmierć jego żony i dwójki dzieci, ponieważ dokładnie ci sami skrzywdzili jego i jego rodzinę. Frank więc znów zamienia się w bezwzględnego Punishera i wraz z nowym partnerem, zaczyna rozwiązywać sznurki skomplikowanych powiązań prowadzących ich w ostateczności do czasów i decyzji, które Frank podjął jeszcze za czasów swojej misji w Afganistanie…

Przystępując do oglądania Spodziewałem się kolejnej, takiej samej, wpadającej w pewien schemat produkcji Netflixa z bohaterami Marvela. I owszem, The Punisher częściowo w tych schematach się porusza, ale jednocześnie zawiera kilka świeżych elementów, które sprawiają, że wyróżnia się na tle poprzedników.  

Przede wszystkim twórcy doskonale eksplorują psychikę Franka Castle. Podkreślają jego wewnętrzny konflikt, rozdarcie i to jak antybohater zbliża się do granicy, której sam nie chce przekroczyć. Serial zadaje również ważne w kontekście budowania postaci pytania dotyczące i przeszłości, jak i przyszłości głównego bohatera i czy po tym co przeszedł w ogóle takowa przed nim istnieje. Okazać się bowiem może, że to wcale nie śmierć rodziny uczyniła Franka tym kim jest teraz. Być może Punisher zawsze gdzieś się w nim chował i tylko czekał na odpowiedni moment aby przejąć kontrolę… 

The Punisher podobnie jak  „Jessica Jones”, w której twórcy w metaforyczny sposób dotknęli tematu molestowania seksualnego czy sprawowania całkowitej kontroli na drugim człowiekiem, również stara się poruszać istotne społecznie kwestie. Serial bardzo skupia się bowiem na wątku grupy weteranów cierpiących na tzw. PTSD – czyli zespół stresu pourazowego, który współcześnie dotyka np. żołnierzy wracających z misji na Bliskim Wschodzie. W tym przypadku szczególnie ciekawy jest wątek jednego z żołnierzy biorących udział w spotkaniach weteranów nie radzących sobie w normalnym świecie po powrocie z wojny, którego zagubienie doprowadza go do bardzo ostatecznych decyzji. Dotyka ona problemu stresu pourazowego w interesujący, ale i patrząc w kontekście współczesnych zdarzeń – bardzo odważny sposób.   

Jeśli wiec spodziewaliście się, że The Punisher będzie zbudowany jedynie na brutalności, świszczących kulach i dźwięku łamanych kości – możecie być zawiedzeni, gdyż typowo „punisherowych” scen jest tu relatywnie mało, a sam serial może wam się wydać mocno przegadany. Jeśli o mnie chodzi, uważam, że twórcom udało się znaleźć złoty środek miedzy psychologiczną warstwą historii, a dynamicznymi scenami akcji. Wychodzę bowiem z założenia, że gdyby serial porzucił budowanie postaci i skupił się tylko na tym drugim elemencie, szybko mógłbym odczuć pewną monotonnie, stracić zainteresowanie, a scen w których wkurwiony Punisher masakruje swoich przeciwników, nie doceniałbym tak jak w przypadku, gdy nie pojawiają się one tak często. Dzięki temu każda z nich ma swój odpowiedni emocjonalny i fanservice’owy wydźwięk, a nie jest tylko akcją dla samej akcji.  Gdy jednak takie następują serial korzysta ze swojej eRki, bo posoka leje się gęsto i gwałtownie – wierzcie mi. 

W odróżnieniu od poprzednich serialów Netflixa i Marvela, The Punisher jest spójny i stylistycznie, i fabularnie. Wszystko tworzy kompletną całość, coś wynika z czegoś a nie pojawia się znikąd. Wątki zazębiają się i prowadzą bohaterów do jednego konkretnego miejsca. Nie są to dwa rożne seriale upchane w jeden (patrz: „Luke Cage” lub „The Defenders”), opowiadające obok siebie dwie rożne historię w dwóch rożnych stylach. Niestety kolejny raz konkretnej fabuły serialu niekoniecznie wystarczyło na wszystkie 13 odcinków (nie wiem czemu Netflix uparł się na tą ilość), przez co niektóre z nich wydają się nieco dłużyć i odstawać jakością od pozostałych.  

The Punisher w warstwie formalnej to dość przyziemny serial, który pod względem realizacyjnym i fabularnym wydaje się najbliższy znanej nam rzeczywistości. Brakuje mu wyróżniającej go estetyki, którą może pochwalić się choćby serial o Diable z Hell’s Kitchen. Jednak w tym przypadku surowość i odarcie z superbohaterskiej otoczki w pełni pasuje do opowiadanej historii. Świetny również w swojej roli jest Bernthal, którego Frank to uparty, nieufny i mocno rozchwiany i skonfliktowany wewnętrznie bohater. Aktor doskonale oddaje paletę emocji targających bohaterem. Jego Punisher to postać wielowymiarowa, która choć bardzo często stara się trzymać nerwy na wodzy i postępować racjonalnie, wystarczy jej jedna mała kropelka, która przeleje czarę goryczy i sprawi, że Frank zamienił się w maszynę do zabijania. Szczególnie dobrze aktorowi wychodzą właśnie te sceny, w których Punisher traci nagle kontrolę lub stara się walczyć i tłumić swoją wewnętrzną agresję. 

Bardzo ważny w Punisherze jest też drugi plan. W szczególności w przypadku postaci Micro, którego relacja z Frankiem jest wygrana fantastycznie. Bohaterowie przechodzą drogę od wzajemnej niechęci, przez współpracę we wspólnej sprawie, do pewnego rodzaju szorstkiej, męskiej przyjaźni. Poszczególne interakcje w które wchodzą obaj bohaterowie, zawsze mówią nam coś więcej o ich postaci i stanowią dobrą ekspozycję ich motywacji i charakterów. 

Jak to często bywa w przypadku Marvela (i nie tylko) – najgorszym elementem serialu jest antagonista. Typ kompletnie bezbarwny, obojętny dla widza. Do tego cały plot twist związany z jego tożsamością i faktycznymi zamiarami, jest tak równie zaskakujący jak fajerwerki w Sylwestra. Niestety chyba długo nie doczekamy się przeciwnika dla naszych bohaterów, który byłby choć w połowie tak charyzmatyczny jak Kingpin z pierwszego sezonu „Daredevila„…

Ostatecznie mimo iż The Punishera pochłonąłem w zasadzie jednym tchem i oceniam go bardzo dobrze, przez pewne nierówności oraz bardzo słabo zagranego i zarysowanego antagonistę, zostawia on we mnie uczucie pewnego niedosytu. Cóż, mam nadzieję, że zaspokoi go niedawno  zapowiedziany drugi sezon…  


The Punisher recenzja serialu

The Punisher 
Reżyseria: Andy Goddard, Tom Shankland i inni
Scenariusz: Steve Lightfoot, Ross Andru, Ken Kristensen, Angela LaManna i inni
Zdjęcia: Petr Hlinomaz
Muzyka:
Tyler Bates
Obsada: Jon Bernthal, Ebon Moss-Bachrach, Amber Rose Revah, Ben Barnes, Daniel Webber, Deborah Ann Woll, Jason R. Moore i inni
Gatunek: Akcja
Kraj: USA
Emisja pierwszego odc: 17 listopada 2017

 


 Serial Dostępny na:

CHCESZ WIĘCEJ RECENZJI I CIEKAWYCH ZESTAWIEŃ? POLUB NAS I BĄDŹ NA BIEŻĄCO: 
  • Zdecydowanie najlepszy serial Marvel + Netflix. Może nie zjawiskowy, więc 10/10 bym nie dała, ale takie mocne 7,5 w porywach do 8/10. Naprawdę dobry serial, ze świetną obsadą, wspaniałą muzyką i świeżym podejściem do tematu Punishera. [K]