Stranger Things (2016): sezon I

W dzisiejszych czasach mimo ciągłej modernizacji życia, łatwo jest dostrzec pewną tęsknotę za tym co było kiedyś. W końcu zawsze z rozmarzeniem wspominamy lata które kojarzą się z beztroską, niewinnością, zabawą… ogólnie – z czasem nie skalanym trudami dorosłego życia. Czemu tak jest? Wystarczy jedno słowo – nostalgia. Nic bardziej nie zadziała na widza, jak możliwość chwilowego powrotu do okresu dzieciństwa i tym samym przypomnienia sobie całej palety odcieni i barw czasu który minął już dla Nas bezpowrotnie. Na przeciw wszystkim Naszym tęsknotą i potrzebą wychodzi właśnie nowy serial platformy Netfilx. Lubicie ejtisowe klimaty? Doceniacie jak serial Was wzrusza, zaskakuje, wzbudza tęsknotę, a czasem nawet i porządnie przestraszy? Jeśli tak, to szybko nadrabiajcie Stranger Things – satysfakcja gwarantowana.

Letnia premiera chyba najlepszego dotychczas serialu Netflixa, wywołała sporą burzę wśród internautów. Słyszane ze wszystkich stron ochy i achy sprawiły, że i ja nie mogłem się powstrzymać i wygospodarowałem sobie trochę czasu na całodzienny maraton serialowy. Powiem tak – Stranger Things wciągnąłem jednym tchem, a teraz żałuję że takiej przyjemności nie rozciągnąłem w czasie ciut bardziej.

Jest 6 listopada 1986 roku. Jesteśmy w Hawkins, małej mieścinie w stanie Indiana. Tutaj wszyscy się znają, a wieści szybko się rozchodzą. Pewnego wieczoru szkolne nerdy Dustin, Lucas i Will grają w ulubioną grę w piwnicy dwunastoletniego Mike’a. Wybija godzina 22 i trójka chłopców na rowerach udaje się do swoich domów. Nie wszyscy jednak wrócą. Gdy Will przestraszony przez dziwny cień na drodze wróci do domu, okazuje się że nikogo nie ma. Nagle zza pleców chłopca wyrasta spowita cieniem człekokształtna postać i…. puf – chłopiec znika. Po dramatycznym wydarzeniu całe miasteczko rozpoczyna poszukiwania. Na własną rękę znaleźć chłopaka usiłuje zrozpaczona matka i starszy brat, oraz trójka młodocianych przyjaciół. Jednak dalsze poszukiwania szybko mogą okazać się zbyt niebezpieczne, a bohaterowie zamiast zguby, mogą odkryć tajemnice które nigdy miały nie ujrzeć światła dziennego. Kluczem do rozwiązania zagadki może okazać się pewna tajemnicza krótko ścięta dziewczynka, która mniej więcej w tym samym czasie pojawia się w miasteczku.

Trzy słowa definiują Stranger Things jako serial wybitny – nostalgia, nostalgia i jeszcze raz klimat. Bracia Duffer przy realizacji serialu garściami czerpią z popkultury lat osiemdziesiątych. W serialu aż roi się od powiązań z tamtymi czasami, od plakatów w pokojach nastolatków, przez hity filmowe przewijające się gdzieś w telewizyjnych odbiornikach bohaterów, po dialogi w których często przywoływane są kultowe postacie kina minionej epoki. Powiecie: no tak, w końcu akcja serialu rozgrywa się latach osiemdziesiątych – i poniekąd całkiem słusznie, ale to jednak nie wszystko. Również rozwiązania fabularne czerpią garściami z klasyki ejtisowego kina i literatury. Serial sprawia, że co rusz mamy przed oczami kadry z takich kultowców jak “E.T” Spielberga, “Coś” Carpentera, “Stand by me” Reinera, czy “Goonies” Richarda Donner’a. Również fani Stephena Kinga znajdą mnóstwo frajdy z wyszukiwania smaczków nawiązujących do twórczości “Mistrza grozy”. Mi na myśl przychodziła “Carrie”, “To”, albo “Podpalaczka”. Jestem jednak pewny, że sporo bardziej oczytanych widzów, znajdzie tych nawiązań jeszcze więcej.

Skutkiem tego wszystkiego dla urodzonego w latach osiemdziesiątych widza, serial będzie swoistą podróżą w czasie, wehikułem którym na osiem odcinków serialu przeniesie się w lata młodości, a co więcej, nie tyczy to się tylko tego jednego pokolenia. Jako kinoman urodzony na początku lat dziewięćdziesiątych, czuję dokładnie to samo i bez trudu odnalazłem w serialu niesamowitą frajdę, a jako wciąż jeszcze młody odbiorca poczułem szczerą tęsknotę.

Gdyby jednak argument nostalgii do Was nie przemówi, wciąż zostaje klimat. Tak, ten jest mocno definiowany przez epokę, ale i nie tylko. Nieschematyczne połączenie gatunków sprawia, że Stranger Things określiłbym mianem familijnego horroru sci-fi. Serial ogląda się po prostu przyjemnie i ani na chwile nie spada napięcie które wokół siebie kreuje. Kiedy masz się dobrze bawić – dobrze się bawisz, kiedy pojawia się scena grozy – czujesz strach podszyty niepokojem. Wszystko się zgadza i jest tam gdzie być powinno. Również muzyka jest mocnym punktem, dość specyficzne brzmienia przypominają gdzieniegdzie ścieżkę dźwiękową z popularnej gry “Mass Effect”. Fabuła wciąga, a bracia Duffer – scenarzyści i reżyserzy produkcji – stopniowo odkrywają przed widzem fabularne zagadki, odpowiednio dawkując rozwiązanie całej tajemnicy.

Jak w każdym serialu tak i w Stranger Things nie byłoby sukcesu gdyby nie jego bohaterowie. Ci mają wzbudzać określone emocje, czy niechęć, nienawiść, czy co najważniejsze – przywiązanie. To wszystko jest. Castingowo serial wypada naprawdę dobrze, ale nie może być inaczej skoro mająca być gwiazdą obsady Winona Ryder, mimo przyzwoitej gry, wypada dość blado na tle młodszych aktorów. Ba, pewien jedenastoletni bezzębny jegomość bezapelacyjnie zdobędzie największą sympatie większości widzów.

Stranger Things z pewnością będzie jednym z lepszych, o ile nie najlepszym serialem tego roku. No ale powiedzmy sobie szczerzę, jak może być inaczej skoro twórcy podeszli do niego z tak szczerą i widzianą gołym okiem miłością. Jak może być inaczej, skoro z ekranu aż wylewa się kwintesencja wszystkiego tego, co wywołuje u Nas ukłucie tęsknoty i łezkę wzruszenia. W końcu… jak może być inaczej, skoro serial prowokuje Nas do szczerego uśmiech, dostarcza frajdy i sprawia, że przez chwilę możemy oderwać się od tego   wszechobecnego wyścigu szczurów i poczuć się jak trójka chłopców, chłopców jadących na rowerach po kolejne dziecięce przygody.


Stranger Things recenzja serialuStranger Things (sezon I)
Reżyseria: Matt Duffer, Ross Duffer, Shawn Levy
Scenariusz: Matt Duffer, Ross Duffer
Muzyka: Kyle Dixon, Michael Stein
Zdjęcia: Tim Ives, Tod Campbell
Obsada: Winona Ryder, David Harbour, Finn Wolfhard, Millie Bobby Brown, Gaten Matarazzo, Caleb McLaughlin, Noah Schnapp, Natalia Dyer, Charlie Heaton, i inni 8
Gatunek: Dramat, Horror, Si-fi
Kraj: USA
Data emisji pierwszego odc: 15 lipca 2016

 

 


CHCESZ WIĘCEJ RECENZJI I CIEKAWYCH ZESTAWIEŃ? POLUB NAS I BĄDŹ NA BIEŻĄCO: 
  • Ada

    Czytam już Twój drugi artykuł, pierwszy o Suicide Squad, drugi to właśnie ten. Tak jak nie zgadzałam się w kilku kwestiach co do SS, wiadomo każdy widzi sztukę inaczej, tak muszę się zapytać czemu po wpisie, w którym ewidentnie jest podkreślone, że serial zmiata z nóg, dałeś ocene 8/10 nie mówiac czemu, co Ci się nie podobało i dlaczego tak, a nie inaczej. Chciałabym się tego dowiedzieć. Dziękuje.

    • Witam 🙂 Słuszne spostrzeżenie i przyznam że kwestia ostatecznej oceny zawsze jest dla mnie problematyczna. Czemu 8/10, a nie 10/10? Otóż wyższe oceny rezerwuje tylko i wyłącznie dla pozycji które albo wyprzedzają o lata świetlne swoich konkurentów, albo poprostu idealnie wpisują się w mój gust… I owszem, czytając recenzje Stranger Things można odnieść wrażenie że chociaż jedno z tych wymagań serial spełnia… ale, no wlasnie, jest jedno ale. W całej recenzji wyraźnie zwracam uwagę przedewszystkim na nostalgiczny charakter produkcji, serial po prostu wywołuje określone emocje, a te w moim przypadku przysłoniły ewentualne niedociągnięcia czy to fabularne, czy techniczne. Serial ogląda się przyjemnie i to było dla mnie kluczowe, dlatego nie mowie o drobnych niedociągnięciach i dlatego “tylko” 8/10, a nie 10/10, bo co jak co ale do arcydzieła Stranger Things troche brakuje.
      Niemniej jednak cieszę sie ze ktoś uważnie czyta i z góry zachęcam do komentowania i zadawania pytań przy następnych okazjach.
      Pozdrawiam

  • Loki

    Solidny serial, jeden z lepszych od Netflixa.