Mr Robot: sezon I recenzja

Mr. Robot (2015): sezon I

Od dzisiaj, kiedy pomyślę o najlepszej premierze serialowej ubiegłego roku, to za każdym razem przyjdzie mi do głowy tylko jeden tytuł: Mr. Robot. Serial tworzony przez stację USA Network zebrał tyle pochlebnych opinii, że postanowiłem wygospodarować trochę czasu i przekonać się na własnych oczach, ile prawdy jest w tych pozytywnych recenzjach. Po obejrzeniu wszystkich odcinków w niemalże jeden dzień, mogę powiedzieć jedno…podpisuje się pod tymi recenzjami obiema rękami. Ba, nawet napisałem własną…

Elliot Alderson jest młodym programistą, pracującym w firmie która zajmuje się walką z cyberprzestępczością. Nasz główny bohater nie jest typowym serialowym protagonistą. Elliot to aspołeczny introwertyk, uzależniony od morfiny anarchista, lekki socjopata, ale przede wszystkim – genialny haker. Ze swoimi problemami natury psychicznej Elliot radzi sobie w dość specyficzny sposób, kradnąc ludzkie tożsamości i odkrywając wszystkie sekrety bliskich, bądź w ogóle nie znanych mu osób. Młody haker włamuje się na konta swojej najlepszej przyjaciółki Angeli, jej chłopaka, dziewczyny z sąsiedztwa, właściciela kawiarni podejrzanego o pedofilie, dilera narkotyków, a nawet swojej terapeutki i jej partnera. Dla Elliota nie ma ograniczeń, wie wszystko o wszystkich, a kiedy zachodzi taka potrzeba, interweniuje i demaskuje co gorsze osobniki, ujawniając wszystkie kompromitujące ich informacje. Jednak nie pojedyncze jednostki najbardziej interesują Elliota. Tym czego młody haker nienawidzi najbardziej, są wielkie korporacje, które w jego opinii zabierają ludziom wolność i możliwość samodzielnego decydowania o sobie.

Anarchiczne zapędy i głębokie poczucie sprawiedliwości, popychają bohatera do nawiązania współpracy z tajemniczym Panem Robotem, członkiem podziemnej grupy hakerów, nazywających siebie fsociety i pragnących tego samoego co Elliot; wolności i zniszczenia największej korporacji świata E-Corp (nazywanej przez nich Evil-Corp). Zniszczenie międzynarodowego konglomeratu jest dla bohatera również sprawą osobistą, ponieważ jest on bezpośrednio odpowiedzialny za śmierć jego ukochanego ojca.

To właśnie planowana przez hakerów rewolucja gospodarcza, związany z nią włam na serwery korporacji i banków światowych, redystrybucja pieniężna o skali globalnej i usunięcie długów wszystkich ludzi na świecie, oraz towarzyszące przy tym rozterki bohatera, stają się główną linią fabularną serialu.

Swoistą opozycją dla postawy Elliota jest inny bohater, stojący po drugiej stronie barykady –  Tyrell Wellick. Tyrell to młody, świetnie zapowiadający się pracownik Evil-Corp, którego największym pragnieniem jest spektakularny sukces i awans w hierarchii firmy. W drodze do postawionego celu nie ogląda się za siebie, a wyrządzone krzywdy i zniszczone życia, są dla niego niewielką ceną, oraz fundamentem na którym buduje swoją karierę.

Ale nie…nie chce mówić o fabule zbyt dużo. Zdradziłem jedynie fakty, o których dowiecie się w odcinku pilotażowym. Powiem jedynie, że każdy pojedynczy wątek, jak i całokształt fabuły, jest poprowadzony w mistrzowski sposób. Tak mistrzowski, że naprawdę ciężko oderwać się od ekranu.

To co najbardziej podoba mi się w Mr. Robot, to szacunek jakim twórca serialu; Sam Esmail darzy widza. Hakowanie nie jest tu bowiem grą w kotka i myszkę, przypominającą edytowanie tekstu w MS Word, albo grą typu Pac-Man, w której zły robak/wirus próbuje przez labirynt złamać zabezpieczania firewall komputera. Nie, w Mr. Robot hakowanie jest tak realne, jak problem masowego konsumpcjonizmu który serial porusza. Bohaterowie posługują się prawdziwymi komendami, programami, oraz używają fachowych określeń, no i nie włamują się z tabletów, czy przy pomocy gumy do żucia przylepionej do baterii telefonu. Wydaje się, że Esmail wiedział jak duże zapotrzebowanie jest na tak realistyczne przedstawienie hakowania na kolorowym ekranie. Widzimy to szczególnie w jednej z scen w której ustami bohaterów, jawnie naśmiewa się z tandetnych sposobów jakich Hollywood używa, aby pokazać widzowi tak złożony proces.

Mr. Robot to thriller psychologiczny pełną gębą. Jest mrocznie, psychodelicznie i tajemniczo. Uczucie niepewności towarzyszy od pierwszej, do ostatniej sceny serialu, a postacie są pełnokrwiste i na prawdę świetnie napisane. Jedynym minusem serialu jest zbyt mała częstotliwość scen, w których widz może lekko odetchnąć i zrzucić ciężar gatunku ze swoich barków. Ale to malutki mankament, bo patrząc na całość, nawet się o tym nie myśli.

Niestety, nie będę oryginalny w swoich porównaniach. Mr. Robot w swojej stylistyce mocno nawiązuje do fincherowskiego klimatu rodem z „Fight Club”, posiada również coś z twórczości  Denisa Villeneuve i jego „Wroga”. Dodam, że nawet muzyka miejscami przypomina soundtrack pierwszego z wymienionych filmów, więc twórcy chyba nie chcieli specjalnie kryć na kim się wzorowali.

Ciekawy jest również sposób prowadzenia linii narracyjnej, mocno zaczerpnięty z takich serialów jak „Hause of Cards”, albo „Dexter”. To Elliot jest narratorem pierwszoosobowym, traktującym widza jak swojego zmyślonego przyjaciela, dzieląc się z nim swoimi przemyśleniami, obawami, oraz przypuszczeniami. Bohater czasem prowadząc monolog w swojej głowie, zadaje widzowi retoryczne pytania, albo zwraca się bezpośrednio w jego kierunku. Taki zabieg wzmacnia poczucie samotności i psychicznej niestabilności Elliota. Pozwala również lepiej poznać całość złożonej osobowości, oraz lepiej poczuć jego wewnętrzna walkę z własnymi demonami.

Jeśli chodzi o obsadę, to strzałem w dziesiątkę twórców, było zatrudnienie głównie młodych i nie opatrzonych widzom twarzy. Rami Malek dosłownie hipnotyzuje, kradnąc każdą scenę. Wydaje się, że nawet bez tej specyficznej narracji, widz mógłby z samej mimiki aktora dostrzec myśli krążące w głowie wykreowanego przez niego bohatera. Choć całość obsady jest na wysokim poziomie, to właśnie On swoim talentem wchodzi na zupełnie inny poziom, a jedynym który dotrzymał mu kroku, wydaje się Martin Wallström. Grający Wellicka aktor, genialnie sprawdza się zarówno jako intrygant, furiat, egocentryk i socjopata, ale również przekonuje widza, gdy traci te cechy, a odsłania strach i niepewność, które towarzyszą bohaterowi w jego drodze do sukcesu.

Więc drogi Czytelniku, jeśli jeszcze nie widziałeś jednego z najlepszych seriali ubiegłego roku, to szybko rezerwuj sobie wolny dzień. Bo z Mr. Robot jest jak z każdym dobrym serialem, jak już zaczniesz, to ciężko skończyć.


Mr Robot: sezon I recenzja

Mr. Robot (sezon I)
Reżyseria: Sam Esmail, i inni
Scenariusz: Sam Esmail, i inni
Muzyka: Mac Quayle
Zdjęcia: Tim Ives, Tod Campbell
Obsada: Rami Malek, Christian Slater, Carly Chaikin, Martin Wallström, Michael Gill, Portia Doubleday, i inni
Gatunek: Dramat, Thriller, Psychologiczny
Kraj: USA
Emisja pierwszego odc: 24 czerwca 2015

 


CHCESZ WIĘCEJ RECENZJI I CIEKAWYCH ZESTAWIEŃ? POLUB NAS I BĄDŹ NA BIEŻĄCO: 
  • Brzmi to ciekawie a i Slatera chętnie bym sobie znów na ekranie przypomniał. Za to Malek nieodmiennie mnie irytuje 🙂