Stanisław Lem – Solaris

Stanisław Lem Solaris recenzjaStanisława Lema nikomu chyba przedstawiać nie trzeba. Nawet jeśli osobiście nie czytaliście to z pewnością słyszeliście(wstydźcie się jeśli nie i czym prędzej nadróbcie taką zaległość!). Bez wątpienia był on człowiekiem wybitnym nie tylko w swojej twórczości, ale również sposobie myślenia- jako pisarz i jako człowiek o niezwykle otwartym umyśle. Powiedzieć o nim, że jest jednym z najbardziej poczytnych pisarzy s-f na świecie i najczęściej tłumaczonym polskim autorem to za mało. Zamknięcie jego książek w jednej tylko kategorii byłoby zbrodnią, bo poruszane przez niego tematy rozpościerają się niczym bezkresny ocean poszerzając horyzonty i przynosząc fale refleksji naukowo-filozoficznych. Lem w sposób niezrównany przenosi nas w przyszłość, pokazuje(jakże trafnie) możliwości rozwoju techniki i nauki, odkrywa przed nami kosmos pełen niezwykłych światów i istot, a przede wszystkim ludzi.

Wielkie słowa mogą onieśmielać. Sława Lema wytworzyła wokół niego mityczną wręcz aurę geniusza-futurysty, który wyprzedzał swoje czasy. Jego książki budzą zarówno podziw jak i dreszcz niepewności. Za moich szkolnych lat (starość nie radość 😉 ), przerabialiśmy jeden z jego utworów już w podstawówce. Niestety wtedy była to dla mnie lektura nie do przejścia, co zaowocowało wieloletnią niechęcią do s-f i starannym unikaniem twórczości Lema. Jego utwory urosły w moich oczach do wielkości Everestu, groźnie górującego nade mną (małą, nie godną uwagi, ludzką istotą). Jednak w końcu postanowiłam zdobyć ten szczyt. Nie zaczęłam jednak od tego co wywołało traumę czyli Przygód Pilota Pirxa i Bajek Robotów, a sięgnęłam po jedną z jego najbardziej znanych powieści czyli trzykrotnie sfilmowane Solaris. I cud, nad cudy – przeczytałam ją jednym tchem. W Solaris bowiem jest wszystko z wyjątkiem tego, czego się najbardziej obawiałam. Lem pisze nadzwyczaj prosto i przystępnie, i choć książka porusza tematy trudne, to czyta się ją nie jak skomplikowaną powieść s-f, ale bardziej jak niezwykłą baśń pełną dziwów.

Wyobraźcie sobie planetę, która swoją niezwykłością pobija wszystko co do tej pory znaliście. Więcej – nigdy nawet nie przyszłoby wam do głowy, że coś takiego może istnieć. Solaris – kolos niemal całkiem pokryty niezwykłym cytoplazmatycznym oceanem, który zdaje się żyć własnym życiem, budzi skrajne emocje wśród całych pokoleń badaczy pragnących zgłębić jej tajemnice. Przez dziesięciolecia niezliczona ilość testów i teorii nie dała jednoznacznej odpowiedzi na najważniejsze pytania. Czy ocean, a może nawet cała planeta, jest istotą żywą, myślącą? Czy to co dzieje się na jej powierzchni jest kwestią przypadku, czy działaniem celowym? Czy jest to pierwszy kontakt z inteligentną formą życia pozaziemskiego? Czy uda się z nią porozumieć? Po wielu latach i braku większych efektów entuzjazm przycicha, a stacja badawcza zawieszona tuż nad powierzchnią Oceanu wyludnia się. Psycholog Kris Kelvin, który od zawsze zafascynowany był Solaris, przybywa na stację na zaproszenie swojego przyjaciela i mentora (a także obecnego szefa placówki) doktora Gibariana. Nie do końca wie w jakim celu został wezwany, a to co zastaje na miejscu, zupełnie odbiega od jego wyobrażeń. Wszędzie panuje chaos i atmosfera psychozy. Dwóch pozostałych badaczy – Snaut i Santorius, zdaje się pogrążać w szaleństwie, Gibarian odebrał sobie życie (czym dwaj pozostali zdają się nie przejmować), a sama stacja staje się miejscem wizyt niezwykłych gości. Kris bardzo szybko doświadcza owych odwiedzin na własnej skórze, co budzi w mim zarówno strach i niedowierzanie, jak i nadzieję, i radość. Kim są i skąd przybywają? Jakie są ich zamiary? Ile wspólnego mają ze swoimi ludzkimi pierwowzorami? Czy stworzono ich jako formę kary za nasze błędy? A może są próbą porozumienia się odebraną wprost z naszej podświadomości i wysłaną ku nam jako posłaniec dobrej woli, odpowiedzią na dręczące nas poczucie winy i pragnienia, które ukrywamy nawet przed samym sobą?

Lem w Solaris przedstawia najbardziej oryginalną i niezwykłą wizję inteligentnego życia w całej historii s-f. Opisany przez niego ocean jest genialny i trudny do wyobrażenia(choć sam autor porównuje go do lampy lawa), przerażający i fascynujący, pełen cudów i tajemnic. Nie to jest jednak najważniejsze. Historia, w zasadzie dość prosta i zwięzła, obnaża naturę ludzką w sposób niemalże bezwzględny. Im dalej zagłębiamy się w powieść, im bliżej przyglądamy się działaniom bohaterów tym mocniej rysują się nasze, jako gatunku i społeczeństwa, cechy charakterystyczne, które niestety nie zawsze są piękne. Goście odwiedzający mieszkańców stacji, jak i oni sami pod ich wpływem, stają się lustrami, w których bez upiększeń oglądamy sami siebie. Mimo to Lem nie osądza rodzaju ludzkiego- pozwala byśmy zrobili to sami, zaglądając w głąb siebie, odnajdując w sobie cechy bohaterów, przyznając się do wad, ale również do zalet.

Solaris jest przepiękną opowieścią – słodko-gorzką, pełną refleksji nad światem(nie tylko naszym) i ludźmi, pełną szczerości i prawdy uniwersalnej i ponadczasowej, ubraną w proste słowa, które zawierają w sobie więcej głębi niż niejeden poemat. Lem stawia przed nami pytania, nad którymi na co dzień się nie zastanawiamy, a może powinniśmy. Choć niekoniecznie chcemy znać na nie odpowiedź. W końcu czy chcielibyście wiedzieć kto „siedzi” w waszej podświadomości, kogo spotkalibyście na Solaris, w czyim obliczu musielibyście się przejrzeć?

Z ekranizacji widziałam tylko jedną, najnowszą (2002) z Georgem Clooneyem w roli głównej. Od ocen i porównań się powstrzymam. Pozostawiam to wam.

 MOJA OCENA

10/10

OD STRONY TECHNICZNEJ

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Liczba stron: 340
Data wydania: marzec 2012


CHCESZ WIĘCEJ RECENZJI I CIEKAWYCH ZESTAWIEŃ? POLUB NAS I BĄDŹ NA BIEŻĄCO: 
  • To teraz polegałbym drugi biegun Lema – Cyberiadę. Jeśli przejdzie się przez pierwszą, powierzchniową warstwę cyberbajki z dziwnym słownictwem, to pod spodem pojawiają się ciekawe nawiązania do rzeczywistości.

    • Książkoholiczka

      Czeka w kolejce, ale niestety kolejka dość długa, a czasu mało…

  • Shreq

    Wstań z kolan, bo budzisz nieprzystojne skojarzenia 😉 Lem był świetnym gawędziarzem, piekielnie inteligentnym człowiekiem, ale pisarzem był nędznym. Doskonale wychodziły mu krótkie formy („Dzienniki gwiazdowe”, „Cyberiada”), lecz powieści to koszmarne gnioty. „Astronauci” i „Obłoki Magellana” – o ich jakości najlepiej świadczy fakt, że sam Lem bardzo długo nie pozwalał ich wznawiać, i to nie tylko przez opiewanie w nich doskonałości komunizmu. Kompletnie nie radził sobie z psychologią postaci: w „Edenie” wszyscy uczestnicy lotu to w zasadzie kalki jednego bohatera (autora), można im pozamieniać (bardzo pretensjonalne skądinąd) nicki i nikt się nie zorientuje. W „Powrocie z gwiazd”, „Masce” oraz w „Solaris” postaci kobiece to tragedia – papierowe pajacyki mają w sobie więcej żaru i autentyczności. Dobrze że więcej się kobietami nie zajmował, bo kompletnie mu to nie wychodziło. Do tego większość jego ciekawych powieści to omówienie problemów filozoficznych opakowanych mniej lub bardziej nieudolnie w sci-fi. Wprasowane w hełm lampy elektronowe w „Astronautach”, czy też tablica, kreda i książki, które ciągnęli ze sobą na drugi koniec galaktyki uczestnicy wyprawy w „Edenie”… Tego nie trzeba oceniać, nie kopie się leżącego. Problemów filozoficznych zaś Lem nie wymyślał sam – kompilował tematy zaczerpnięte całymi garściami od filozofów i futurologów. Powtórzę: robił to sprawnie i momentami z niesamowitą swadą, do dziś z przyjemnością sięgam choćby po „Kongres futurologiczny” czy „Cyberiadę”, ale nie zmienia to jednak faktu, że tematy są dość wtórne, polane tylko niezłym sosem.

    Żeby nie było: jest pewien wiek, w którym fascynacja Lemem coś wnosi do życiorysu; wielu ludzi zapewne w życiu nie sięgnie do filozofów, na których poglądach się opierał, więc koniec końców lepiej to wyczytać u Lema niż wcale. Ale pozostanie na tym etapie… cóż, każdy ma swoje horyzonty, których istnienia nie zdaje sobie sprawy 🙂

    • D

      To bardzo ciekawe co piszesz. Możesz przytoczyć nazwiska tych filozofów i futurologów, na których wzorował się Lem? Chciałbym się zapoznać z ich przemyśleniami.
      Z góry dziękuję.

    • Książkoholiczka

      Zazwyczaj nie odpowiadam na tego typu komentarze, szczególnie zaczynające się od niesmacznej obelgi, ale rozumie, że według ciebie wszyscy(o ile mi wiadomo jest ich nie mało), którzy uznali Lema za świetnego pisarza(geniusza wręcz) są w przeogromnym błędzie, bo jego powieści to w zasadzie zbiór wtórnych banałów. Dobrze, że są jeszcze na tym świecie ludzie, którzy w sposób niezwykle taktowny i zupełnie pozbawiony arogancji i megalomani, potrafią uświadomić innych gdzie kończą się ich horyzonty.

      • Shreq

        Chciałbym ci odpowiedzieć, ale nie zauważyłem chociaż cienia argumentu merytorycznego czy odniesienia się do moich. Na poziomie emocjonalnym dyskutować nie umiem 🙂

        • Książkoholiczka

          A jednak początek i koniec Twojej wypowiedzi to raczej nie są merytoryczne argumenty. Nie są to nawet wypowiedzi na poziomie. Nie zmienia to faktu, że Lem(o czym napisałam wyżej) jest świetnym pisarzem s-f, jednym z najbardziej cenionych i uznawanych za geniusza wyprzedzającego swoje pokolenie. I nie w mojej ocenie czy jakiegokolwiek innego amatorskiego recenzenta, ale w oczach o autorytetów z całego świata. Może gdybyś wykazał odrobinę szacunku to ta rozmowa mogłaby wyglądać zupełnie inaczej, bo w niektórych sprawach mogłabym częściowo przyznać Ci rację, z tym, że nie zmienia to ani odbioru „Solaris” ani mojego zdania o Lemie jako pisarzu. Głównie dlatego, że to nie autentyczność postaci odgrywa główną role w jego twórczości. Masz rację w jednym- każdy ma swoje horyzonty… 😉 Pozdrawiam.

          • Shreq

            Żadna twoja, nawet najbardziej napastliwa wypowiedź nie zmieni faktu, że są ludzie, którzy przed Lemem nie padają na kolana. Autorytety mam głęboko w poważaniu, historia notuje wielu laureatów literackich nagród Nobla, o których dziś pies z kulawą nogą nie pamięta. Wykazałem więcej niż odrobinę szacunku – nieładnie jest cytować samego siebie, ale widzę, że muszę. Napisałem między innymi: ” był świetnym gawędziarzem, piekielnie inteligentnym człowiekiem”, „robił to sprawnie i momentami z niesamowitą swadą, do dziś z
            przyjemnością sięgam choćby po „Kongres futurologiczny” czy „Cyberiadę””. Za mało szacunku? Hmmm… Pozostańmy oboje przy swoich definicjach tego określenia.

            Psychologicznie – twoja wypowiedź jest zupełnie zrozumiała. Lubisz z takich czy innych względów, autorytet ci depczą, do bojuuuuuu! A przecież, gdyby autor napisał po prostu: „Uwielbiam Lema, kropka.” – w życiu bym się nie wypowiedział, o gustach nie dyskutuję. Ale gdy zobaczyłem arbitralne (uwaga – to bardzo ważne słowo) peany, okraszone wielką ilością „naj” – pozwoliłem sobie z czystej przekory zgłosić równie kategoryczny głos odrębny. W dodatku przemyślany – dasz wiarę, że byłem kiedyś pożeraczem literatury sci-fi? Mało tego, kiedyś miałem podobne zdanie o Lemie, wot siuprajz! Na swoją obronę mam tylko to, że wtedy miałem 16 lat 🙂

            Każdy ma swoje kryteria oceny, świat jest pełen ludzi „uwielbiających dobrą literaturę”. A co to jest ta dobra literatura? Ano ta, którą czytają… I kółko się zamyka. Napisałem, co mi w Lema pisaniu się nie podoba, wręcz razi, ale oczywiście nie muszą to być (i jak widać nie są) twoje kryteria. Nie umiesz podważyć mojej argumentacji, zbywając ją tajemniczym „nie autentyczność postaci odgrywa główną rolę w jego twórczości”. No ja cię proszę… takim sposobem można obronić nawet książki Coelho. Pozostańmy więc przy swoich zdaniach, ja sobie dziś z przyjemnością odświeżę „Kongres futurologiczny” – akurat mam przerwę w czytaniu czego innego 🙂

            I jeszcze jedno (powstrzymałem się poprzednim razem, ale skoro już drugi
            raz wytykasz mi nadmierny temperament w dyskusji, pozwolę sobie na
            mrugnięcie okiem). Jeśli koniecznie chcesz mi przegryźć tętnicę, ze względów choćby estetycznych zrób to popełniając mniej błędów ortograficznych i
            interpunkcyjnych niż w poprzednim poście, książkoholiczce nie przystoi* 😉

            Oczywiście to wyżej to tylko złośliwość, najserdeczniej pozdrawiam 🙂

            *) Tak, nie wierzę w istnienie dysgrafii, zwłaszcza u ludzi, którzy deklarują się jako uzależnieni od czytania 🙂

          • Książkoholiczka

            Nie zarzuciłam Ci braku szacunku w stosunku do Lema, ale w stosunku do mnie. Wyobraź sobie, że jestem ostatnią osobą, która pada na kolana przed autorytetami czy w ogóle przed kimkolwiek(więc mamy coś wspólnego w tej kwestii). Co nie zmienia faktu, ze Lem zrobił na mnie ogromne wrażenie. Sposobem myślenia, pomysłowością, wyczuciem, klimatem, zrozumieniem człowieczeństwa, a także niezwykłą prostotą i lekkością, z którą pisał i z jaką przekazywał swoją wizję świata czy ludzi. I właśnie dlatego napisałam, że papierowość postaci mi nie przeszkadza, jest wręcz nieważna, bo tak naprawdę w „Solaris” nie bohaterowie się najważniejsi. Oni mają tylko za zadanie reprezentować pewne dylematy, pewne cechy. W twórczości Lema ważniejsza jest filozofia i ogół prawd, które chce przekazać niż sama fabuła czy też postaci. A przynajmniej ja to tak odebrałam. I dlatego oceniłam „Solaris” tak a nie inaczej.
            Rzadko czytuję s-f. Nie moje klimaty. Czy jestem fanką dobrej literatury? Nie wiem. Są w końcu gusta i guściki i jak słusznie zauważyłeś o nich się nie dyskutuje. W każdym razie po „Kongres futurologiczny” chętnie sięgnę i mam nadzieję, że spodoba mi się równie mocno jak „Solaris”.
            *dysgrafia- to częściowa lub całkowita utrata zdolności pisania jako takiego, a nie problemy z pisaniem poprawnym ortograficznie. Dysortografia, czyli składowa dysleksji, to nie tylko problemy z pisaniem poprawnym, ale również czytaniem, czy uczeniem się chociażby języków obcych. Zazwyczaj przyczyną są problemy podczas ciąży i/lub podczas porodu( palenie matki w ciąży, spożywanie alkoholu czy też niedotlenienie podczas porodu). Dysleksja to nie smok, w którego można wierzyć lub nie, ale faktyczne zaburzenie. Choć fakt, faktem, podobnie jak dyskalkulia, jest nadmiernie wykorzystywana, by usprawiedliwić niedouczenie.

          • Shreq

            No, nareszcie – serio – głos, z którym da się polemizować, a miejscami nawet zgodzić 😉

            – „jestem ostatnią osobą, która pada na kolana przed autorytetami” – ja tak nazwałem Twoje powoływanie się na „autorytety z całego świata”.

            – ” Lem zrobił na mnie ogromne wrażenie. Sposobem myślenia, pomysłowością,
            wyczuciem, klimatem, zrozumieniem człowieczeństwa, a także niezwykłą
            prostotą i lekkością, z którą pisał i z jaką przekazywał swoją wizję
            świata czy ludzi” – ależ na mnie też zrobił, złożyłem mu hołd jako gawędziarzowi! W „Solaris” ma kilka naprawdę doskonałych pomysłów narracyjnych – choćby to, że nie wiemy do końca, z jakimi fantomami zmagali się jego koledzy.

            – „W twórczości Lema ważniejsza jest filozofia i ogół prawd, które chce przekazać niż sama fabuła czy też postaci” – no i tu dochodzimy do sedna. Ty piszesz o Lemie jako filozofie czy wizjonerze, a ja – skrytykowałem jego warsztat pisarski. (Wiem, o jego ideach też wyraziłem się dość lekceważąco, ale naprawdę u Poppera można znaleźć lekko licząc połowę tematów, które Lem poruszał). Nie umiem przymknąć oczu na fatalne kiksy, które opisałem w pierwszym poście. „Powrót z gwiazd”, „Eden” czy „Solaris” pochłaniałem z wypiekami na twarzy – ale tylko do chwili, kiedy (z wiekiem) zacząłem zwracać uwagę na psychologię postaci. Potem poczułem rozczarowanie: tak fascynujące tematy, i tak fatalnie skopane w warstwie pisarskiej…

            – „Rzadko czytuję s-f. Nie moje klimaty.” – jeśli wizje Lema tak Cię zainteresowały, możesz jednak sięgnąć po kilka pozycji 🙂 Wspaniały, będący cudowną alternatywą dla „Solaris” „Piknik na skraju drogi”, doskonała, jedna z najlepszych pozycji powstałych w XX w „Diuna” (ale tylko to, reszty cyklu nie czytaj), konkurencyjny dla „Cyberiady” czy „Bajek Robotów” – Bułyczow z jego cyklem o Wielkim Guslarze… Dawno już przestałem rajcować się s-f, zwłaszcza, że praktycznie jej teraz nie ma – wyparła ją fantasy z koszmarkami w stylu „Harry Pottera” – tak, też uważam, że w warstwie narracyjnej to grafomański gniot 🙂 A z samego Lema spore wrażenie zrobił na mnie jeszcze „Pokój na ziemi” i „Fiasko”, świetnie bawiłem się przy wspomnianych „Dziennikach gwiazdowych”, wreszcie – trochę trudniejszy „Głos pana”… Jest tego trochę:)

            – „ale faktyczne zaburzenie” – tak, tyle, że w szkołach występuje w ilościach kilkudziesięciokrotnie przekraczających rzeczywiste występowanie. Za tzw. moich czasów (dumnie brzmi, co nie? :P) dzieci z taką dysortografią czy dyskalkulią były nazywane prosto: matoły 😉

            – „dysgrafia” – nie wiem, skąd mi się to nawinęło, znam te definicje, ale punkt dla ciebie 🙂

            Krótkie resume: mogę zgodzić się, że idee poruszane przez Lema są głębokie i ważne. Nie umiem nazwać go wielkim pisarzem, bo wtedy Prus i Sienkiewicz do spółki z Żeromskim będą mnie straszyć we śnie i na jawie po koniec moich dni 🙂

            Pozdrawiam i życzę takich samych wypieków na policzkach, jakie ja miałem podczas lektur 🙂

          • Książkoholiczka

            Porównywanie Sienkiewicza czy Żeromskiego do Lema mija się z celem. Zupełne inne gatunki literackie, zupełnie inne style, zupełnie inne czasy. To tak jakby próbować porównywać Stephena Kinga do Marqueza.
            Warsztat i styl Lema jest w gruncie rzeczy bardzo prosty i łatwy w odbiorze- nie używa skomplikowanego języka, nie poświęca czasu i miejsca na przesadnie długie i skomplikowane wywody czy opisy i tak, nie zagłębia się w osobowość stworzonych przez siebie postaci. Tylko czy jest to, akurat w przypadku s-f, wielki problem? Moim zdaniem jest to właśnie zaleta. Nie liczy się sama postać, bo ona ma za zadnie obrazować, może nie całą ludzkość, ale przeciętnego przedstawiciela naszego gatunku. Ważne są dylematy przed, którymi staje i decyzje, które podejmuje. Co tak naprawdę jest kwintesencją Solaris? Przecież nie chodzi tutaj ani o fantomy, ani też o bohaterów, których dręczyły. Najważniejsza jest ich reakcja, ich strach, ich niezdecydowanie, ich działania za równo w kierunku pozbycia się „wroga” jak i chęć zatrzymania go choć niekoniecznie w celach badawczych. A także to co reprezentowali sobą fantomowi goście.
            Możesz się czepiać sposobu pisania Lema, ale mi on pasuje. I wciąż uważam, że Lem to wielki pisarz s-f.
            A kiedy będę chciała obcować z postaciami głębokimi i pięknym językiem to sięgnę chociażby po „Ludzi bezdomnych”.
            U mnie z wiekiem przyszła inna refleksja, a mianowicie, że nie można mieć wszystkiego, a wielkie wymagania bardzo często skrywają przerośnięte ego(bez obrazy- to stwierdzenie ogólne, a nie personalny przytyk), natomiast za głębią często można znaleźć pustkę. A wystarczy odrobina dystansu i szersze spojrzenie. Pozdrawiam również i dzięki za rekomendacje. Z przyjemnością skorzystam.

          • Shreq

            Chciałbym napisać, że prezentujesz nowatorskie podejście do przymiotnika „wielki”, niestety jest ono dość typowe. I wiesz co? Przyznam ci rację: piosenkarz by go nazwać wielkim może mieć tak piskliwy głos jak Lennon (vide: Imagine), wcale nie musi mieć rozpiętości głosu większej niż pół oktawy (patrz: Cohen), bo przecież w jego utworach ważniejsze są treści! Wielki aktor wcale nie musi umieć odtwarzać kogoś więcej niż samego siebie (Olbrychski, Janda) bo przecież ważniejsze są scenariusze. Podobnie wielki pisarz nie musi umieć poprawnie skonstruować psychologicznie swoich bohaterów, bo po co, skoro mówi o wspaniałych wizjach i ideach. Wielki malarz nie musi umieć dobrze namalować ludzkiej dłoni, bo … I tak dalej…

            Straciłem jakoś wiarę w sens tej dyskusji. A może nawet inaczej: straciłem znacznie wcześniej, od kiedy zacząłem przyglądać się ludziom, drogom, jakimi chadzają ich sympatie, metodom, jakich używają by uniknąć dysonansu poznawczego. Raz na jakiś czas sprawdzam, czy może coś się zmieniło – odfajkowane.

            Użyłaś tylko jednego poprawnego argumentu: „Możesz się czepiać sposobu
            pisania Lema, ale mi on pasuje”. Taki szanuję, z takimi stwierdzeniami nikt nie powinien polemizować, czy dotyczą Lema, czy Rodziewiczówny. Tyle, że to mówi o tym, że Lema można lubić niezależnie od niedoskonałości jego warsztatu – dalej nic nie wnosi do tematu „wielki pisarz”. Ale, mam wrażenie, od początku właśnie tak brzmiało motto (nie wiem, czy zgodnie z twoimi intencjami) całej twojej dyskusji, gdy ja tymczasem pastwiłem się nad nieuprawnionym użyciem przymiotników 🙂

            Tym niemniej miło, że zdarzają się jeszcze książkoholicy, jak dla mnie, człowieka dość starej daty, czytającego od bardzo młodych lat, cywilizacja staje się zdecydowanie zbyt obrazkowa.

            PS.
            Ostatniego akapitu nie chce mi się analizować – może jest dla mnie zbyt głęboki, a może za mało dla mnie interesujący, bym chciał się zagłębiać, a może po prostu wolę nie mieć powodu do utraty szacunku dla rozmówcy. Nie, to nie jest zaproszenie do ciągnięcia tematu – _publiczną_ dyskusję o przymiotnikach już wyczerpaliśmy 🙂

          • Książkoholiczka

            Na wielkość bez względu na dziedzinę pracy czy życia składa się bardzo wiele czynników. Dla mnie osobiście, jak i dla wielu ludzi na świecie Lem był wielkim pisarzem. Na równoległym biegunie natomiast leży mania wielkości(nie tylko w stosunku do samego siebie, ale także do innych).
            P.S. Ja również od czasu do czasu sprawdzam czy ludzie, którzy zasiadają do klawiatury komputera i wklepują swoje niezwykle mądre i ważne opinie na temat innych ludzi czy też ich wypowiedzi mają w sobie choć odrobinę dystansu, szacunku i naiwnie wierzę, że jednak można rozmawiać z drugim człowiekiem nie próbując zrobić z niego maluczkiego idioty i udowodnić jakim to jest się hmmm… wielkim. Dlatego w ogóle odpowiedziałam na Twój pierwszy komentarz. Odfajkowane. W zasadzie to mogłam się tego spodziewać patrząc jak potraktowałeś pytanie zadane Ci przez „D”.