Nienawistna ósemka - recenzja

Nienawistna ósemka (2015): Burda w Wyoming

Nie będzie chyba przesadnym, twierdzenie, że niejeden kolega z branży zazdrości Tarantino statusu jakim cieszy się w środowisku kinomanów. Amerykański reżyser, to absolutna gwiazda w swoim fachu. Trudno zaprzeczyć, że większość z Nas czytając zapowiedzi filmowe szuka gwiazd kina, oraz postaci i tematów które lubimy. W tym przypadku, aby przyciągnąć widza, wystarczy samo nazwisko reżysera. Wybierając filmy naznaczone jego sygnaturą, możemy być pewni osobliwego stylu i bezkompromisowej wizji autorskiej. Nie inaczej jest w Nienawistnej ósemce. Ale czy to dalej jest ten stary, dobry Tarantino, którego pamiętamy ze świetnych “Bękartów Wojny” i “Django”? Czy może tym razem reżyserowi powinęła się noga i najnormalniej w świecie przekombinował?

Quentin Tarantino to chyba najlepszy reżyser kina postmodernistycznego. Amerykanin perfekcyjnie operuje kliszami, parodią, popkulturowymi cytatami i intertekstualnością. Oglądając jego filmy nie trudno zauważyć jego zamiłowanie do filmów gangsterskich, westernów Eastwooda i Sergio Leone, albo samurajskiego kina rodem z Kraju Kwitnącej Wiśni. Spośród innych twórców, Tarantino wyróżnia sprawność z jaką czerpie cytaty z ulubionych dzieł i łączy je,  tworząc przy tym zgodnie z założeniami postmodernizmu – sztukę w sztuce. Dodatkowo wszystko opatrzone jest soczystymi, świetnie napisanymi dialogami, oraz osobliwym poczuciem humoru.

Nienawistna ósemka to kolejny western w dorobku reżysera, oraz kolejny po “Jackie Brown” i “Django” film w nurcie blaxploitation, w którym to reżyser rozlicza się z rasizmem i nierównościami etnicznymi w Ameryce.

Tym razem akcja dzieje się kilka lat po wojnie secesyjnej, w zaśnieżonym i nieprzyjaznym stanie Wyoming. Przez połacie śniegu sunie dyliżans z groźnie wyglądającym łowcą głów – Johnem Ruthem alias Szubienica, oraz schwytaną przez niego, wartą 10 tysięcy dolarów przestępczynią – Daisy Domergue. Bohaterowie jadą do Red Rock, gdzie Ruth chcąc odebrać swoją nagrodę, postawi zdobycz przed oblicze sprawiedliwości. Jednak ich plany ma zmienić nadciągająca śnieżyca, oraz pasażerowie na gapę których “dobrodusznie” zaproszą do wspólnej podróży. Jednym z nich jest czarnoskóry Major Marquis Warren,  kolega po fachu dla naszego łowcy głów. Z kolei drugi, to niegrzeszący inteligencją, nowo wybrany szeryf Red Rock. W powozie zrobiło się tłoczno, a napięcia między postaciami staja się coraz wyraźniejsze. Niestety, bohaterowie będą na siebie skazani na trochę dłużej niż przypuszczali, gdyż szalejąca śnieżna wichura, skutecznie uniemożliwia im dalszą drogę. Szukając schronienia i ciepłej strawy, zatrzymają się w przybytku zwanym Pasmanterią.

W środku czeka na nich doborowe towarzystwo; Meksykanin Bob – opiekujący się przybytkiem pod nieobecność właścicieli, Oswaldo Mobray – kat zmierzający w tym samym kierunku co bohaterowie, po to aby nawiązać “bliższą znajomość” z szyją Daisy Domergue, Joe Gage – kowboj wracający do matki na Święta, oraz Generał Sandy Smithers – zagorzały rasista i były dowódca wojsk Konfederacji. Jak się okazuje, nie wszyscy bohaterowie są tymi za kogo się podają, a przypuszczenia Johna Rutha o próbie odbicia jego więźnia, nie wydają się już wyssane z palca.

Na pierwszy rzut oka widać ironię którą sprawnie operuję Tarantino. W jednym pomieszczeniu znalazł się kat i jego ofiara, czarnoskóry wojskowy – postrach białych, oraz zgorzkniały generał Południa, który łagodnie mówiąc – nie pała miłością do murzynów. I tak, zgadza się. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie mały, malutki szkopuł. Mimo że bohaterowie w Nienawistnej ósemce są naprawdę wyraziści, to My zwyczajnie nie możemy zidentyfikować się z żadnym z nich.

Sam nie wierzą że to mówię…ale najnowszy film Tarantino, jest mocno przegadany. Owszem, to dalej są świetne dialogi, z tym że już nie tak świetne jak w przypadku jego innych produkcji. W odniesieniu do reszty świata, robią wrażenie. W odniesieniu do samego Tarantino, jest już dużo gorzej. Po prostu od Quentina wymagamy czegoś więcej. Film trwa blisko trzy godziny, z czego ponad połowa to wprowadzenie widza w relację i napięcia wywiązujące się miedzy bohaterami. Akcja początkowo rozgrywa się w dyliżansie, a następnie do końca filmu przenosi nas do ciasnawej izby. Ten zabieg miał na celu skoncentrować uwagę na samych bohaterach, oraz wprowadzić większą intymność. Oddawać pewne wrażenie klaustrofobii i nieuniknionej konfrontacji, pod którą reżyser przecież tak długo przygotowuje grunt.  Niestety, po półtorej godziny jesteśmy już lekko znużeni, a losy bohaterów są nam obojętne. Przyświeca Nam tylko jedna myśl – niech zacznie się sieczka.

Uspokoję Was mówiąc, że wszystko co najlepsze, rozpoczyna się wraz z pierwszą wystrzelona kulą. Akcja zaczyna się rozpędzać jak sunąca po oblodzonych szynach lokomotywa. Z kolei My, zaczynamy się powoli wiercić na krzesłach, czekając na tarantinowski koncert krwi i posoki, ale również dowcipu oraz absurdu, które u Amerykanina, zawszę są gdzieś obok przemocy i brutalności.

Aktorsko Nienawistna ósemka wypada wybornie, mimo iż mam lekkie pretensję co do niewykorzystania potencjału postaci Kurta Russela. Szczególne wrażenie robi rola Jennifer Jason Leigh –  ja dla mnie – oscarowa. Widać, że powrót Tarantino do starej ekipy i już mniej znanych twarzy, wychodzi wszystkim na dobre. Sorry Christoph Waltz, nie chce kolejnego Hansa Landy.

Zimowy western Amerykanina to wciąż świetne kino, ale o dziwo chyba tym razem, było za dużo Tarantino w Tarantino. Jeśli wierzyć zapowiedziom reżysera, to Nienawistna ósemka jest jego przed przed ostatnim filmem. Gdyby okazało się to prawdą, pozostaje Jemu i Nam życzyć, aby kolejne były lepsze od poprzednich. Bo gdyby Ósemka była jego ostatnim filmem, rozczarowanie i słowa krytyki byłyby niewspółmiernie większe niż teraz.


Nienawistna ósemka (The Hateful Eight)
Reżyseria: Quentin Tarantino
Scenariusz: Quentin Tarantino
Muzyka: Ennio Morricone
Zdjęcia: Robert Richardson
Obsada: Samuel L. Jackson, Kurt Russell, Jennifer Jason Leigh, Jennifer Jason Leigh, Tim Roth, Bruce Dern, i inni
Gatunek: Western
Kraj: USA
Rok produkcji: 2015
Data polskiej premiery: 15 stycznia 2016

 


CHCESZ WIĘCEJ RECENZJI I CIEKAWYCH ZESTAWIEŃ? POLUB NAS I BĄDŹ NA BIEŻĄCO: 
  • O matko a ja byłam wręcz przekonana, że tylko ja myślę. że z tym filmem jest coś nie tak. Aż napisałam o tym tekst. Lepiej mi na duszy, kiedy czytam pełnoprawną recenzję, z którą (z bólem serca) ale się zgadzam. Dzięki!

    • Patrząc na reakcje ludzi po wyjściu z kina, to wiele osób ma podobne przemyślenia 🙂 Szkoda że nie było lepiej, że dialogi bardziej nie porywały, ale o dramacie też mówić nie można. Jeden ze słabszych filmów w jego dorobku, ale chyba każdy reżyser chciałby mieć takie “słabsze” filmy.

  • O! Mam identycznie odczucia względem filmu, zwłaszcza jeśli chodzi o identyfikowanie się z bohaterami. Dziś też napisałam tekst na ten temat, gdzie podkreśliłam tę kwestię.
    Nie wiem, może po prostu nie potrafię wczuć się w rolę łowcy głów, któremu tylko zależy na kasie i okazjonalnie na krwawej jatce, może to jakoś zbyt odległe dla mnie 😛 Ale w innych filmach Tarantino od razu znajdowałam bohatera, któremu najbardziej kibicowałam.

    Może Tarantino ma jakiś twórczy kryzys? Może kolejny film będzie postmodernistyczną wersją “Ośmiu i pół”? 😀

    • Problem tkwi raczej w długości oczekiwania na jakąkolwiek większą tarantinowską akcje. Dłuży to się niemiłosiernie do tego stopnia, że zwyczajnie obojętne nam którą postać pożegnamy pierwszą, byle by tylko zaczęła się jakaś jatka (przynajmniej ja tak miałem). Co do ostatniego zdania – trafione w 100% hahaha 😀