Makbet - recenzja

Makbet (2015): Wizja czy treść. Oto jest pytanie.

Co możemy otrzymać, gdy przeniesiemy koturnowe dzieło Szekspira z desek teatru, w blockbusterowe kino współczesne?  Z odpowiedzią na to pytanie spieszy nam Justin Kurzel. Autor w swojej najnowszej adaptacji Makbeta, jednego z koronnych dzieł literatury angielskiej, oferuje nam zupełnie co innego niż jego poprzednicy. Kurzel, mimo iż traktuje teatralną prozę Szekspira z pokorą i szacunkiem, postanawia połączyć język elżbietańskiego dramatu, z estetyką komiksu i współczesnego efekciarstwa. Za swoją wizje reżyser płaci wysoką cene. Bo o ile wizualnie Makbet Kurzela sprawia, że oczy każdego widza czują się nasycone, to czy koniecznie to samo możemy powiedzieć o emocjach?

Na barki z dramatem Szekspira mierzyło się już wielu reżyserów. Do bardziej znanych i zarazem bardziej udanych adaptacji należą: „Tragedia Makbeta” – Romana Polańskiego, oraz japońska wersja Kurosawy – „Tron we krwi”. Obaj twórcy, Makbeta zinterpretowali i zrealizowali na swój sposób, Polański mocno trzymając się pierwowzoru, a Kurosawa kompletnie parafrazując Szekspira, dokonał ciekawej trawestacji, tworząc Makbeta w wersji samurajskiej. Może dlatego zarówno jedna jak i druga adaptacja, znalazła uznanie w oczach krytyków. Niestety Makbet Kurzela, choć nie jest złym filmem, wzbudza bardziej mieszane uczucia.

Nie mam żadnych wątpliwości co do tego , że Szekspir był wielkim pisarzem. Jednak mimo to, zmurszały język jego dramatów, w dzisiejszych czasach nie zawsze zjednuje sobie wielu sympatyków, a już na pewno nie wśród młodszego pokolenia. Stąd wielkie było moje zdziwienie na wieść, iż wersja Australijczyka będzie w całości korzystać z treści oryginału, owszem mocno okrojonego, ale wciąż oryginału. W końcu Makbet Kurzela wydaje się być stworzony, właśnie z myślą o młodszym widzu.

Jeśli oceniać film Kurzela tylko w kategoriach wizualnych, to śmiało można okrzyknąć go jednym z lepszych filmów roku. Przepięknie ukazana Szkocja, rozległe wrzosowiska, majestatyczne doliny, Makbet snujący się w światłocieniach surowych komnat zamku, do tego świetne sceny batalistyczne wzbogacone efektami slow motion, oraz muzyka ambient i towarzyszące jej dźwięki szkockich dud. Wszystko razem sprawia że film Kurzela to wspaniała pożywka dla oczu, a czasem nie sposób oderwać wzroku od przepięknie zaprojektowanych scenografii i dopieszczonych kadrów. Niestety jest to o tyle mocna strona filmu, jak i jego pięta Achillesowa.

Ostatecznie między oryginalną treścią dramatu Szekspira, a efektami specjalnymi i genialnymi zdjęciami – doszło do sporych tarć. Kurzelowi nie udało się w stu procentach połączyć obu elementów i stworzyć filmu kompletnego, jaki za pewnie planował. Ciężki teatralny język, w połączeniu z orgią wizualnych efektów – sprawiał, że zawsze jeden z elementów, działał kosztem drugiego. Widz jeśli chciał skupić się na treści, tak aby całkowicie zrozumieć i sparafrazować w głowie język Szekspira, mniejszą uwagę skupiał na doznaniach artystycznych. Z kolei jeśli dał się porwać przepięknym obrazom i scenografią, tracił dużo z treści. Jako że jesteśmy społeczeństwem obrazków, to niech każdy odpowie sobie sam, których widzów mogło być więcej. Wymowne również jest to, że duet tak świetnych aktorów, jakimi niewątpliwie są Michael Fassbender i Marion Cottillard, nie był w stanie dać widzowi takich emocji, jakich po dramacie Szekspira mógł oczekiwać.

Listopad 2015 roku można śmiało nazwać miesiącem Fassbendera. W końcu w tymże miesiącu do kin wyszły aż trzy filmy (Jobs, Makbet, Slow West) z utalentowanym aktorem w roli głównej. Niemiec wyrobił sobie markę aktora, który genialnie sprawdza się w rolach niejednoznacznych, introwertycznych, czy nawet lekko depresyjnych postaci, i taki też jest Makbet Fassbendera. Nie jest to psychopata, czy żądny krwi tyran, raczej zagubiony człowiek, z kryzysem osobowości, wiedzący że z każdą chwilą zmierza ku końcowi. Z kolei Lady Makbet to silna wyzwolona kobieta, która namawia męża do zbrodni, tylko po to aby po jej skutkach, stać się jego wyrzutem sumienia. Podobnym wyrzutem sumienia, czy może odwrotnie interpretując – usprawiedliwieniem złych uczynków, jest symbol dziecka. Dzieje się tak od początku filmu (który Kurzel odbiegając nieco od pierwowzoru, zaczyna pogrzebem potomka tytułowej pary), przez surrealistyczne wizje i nawiedzenia głównego bohatera oraz towarzyszące temu monologi i samosąd, po sztampowy epilog filmu, w którym również i dziecko jest symboliczną klamrą domykającą całą fabułę. Co najbardziej boli jeśli chodzi o aktorstwo i fabułę, to właśnie skutek tego o czym mówiłem wcześniej. Bo, jeśli tacy aktorzy, w tak dobrych rolach, które grają tak dobrze – nie są w stanie się przebić przez oprawę wizualną, to wiedz że coś się dzieje.

Kurzel na pewno podjął się ambitnego zadania, oczywiście nie udało mu się w pełni swojego pomysłu zrealizować, jednak nie można uznać jego Makbeta, za  film całkowicie nieudany. Tak naprawdę jedynym jego problemem jest to, że całą konstrukcję i wizję reżyser opiera na obrazie. Australijczykowi zabrakło może trochę doświadczenia, trochę zimnej krwi, ponieważ koncepcja jaką miał – koncepcja nadania świeżości i współczesnego wyrazu dramatowi Szekspira, była naprawdę świetna. Niestety chyba za bardzo swoją uwagę skupił na zmyśle wzroku, a za mało na wnętrzu, bo przez cały film, to emocje były dodatkiem do obrazu, a nie obraz dodatkiem dla emocji.


Makbet (Macbeth)
Reżyseria: Justin Kurzel
Scenariusz: Jacob Koskoff, Todd Louiso, Michael Lesslie
Muzyka: Jed Kurzel
Zdjęcia: Adam Arkapaw
Obsada: Michael Fassbender, Marion Cotillard, Paddy Considine, Sean Harris, David Thewlis, i inni
Gatunek: Dramat
Kraj: Francja, USA, Wielka Brytania
Rok produkcji: 2015
Data polskiej premiery: 27 listopada 2015

 


CHCESZ WIĘCEJ RECENZJI I CIEKAWYCH ZESTAWIEŃ? POLUB NAS I BĄDŹ NA BIEŻĄCO: 
  • Mam podobne odczucia co do „Makbeta” Kurzela. Film wywarł na mnie niesamowite wrażenie zdjęciami i muzyką. Zabrakło mi jednak emocji między bohaterami, a trudno o to, gdy postacie nie rozmawiają ze sobą, a po prostu recytują Szekspira…

    Nawiasem mówiąc dobrze zapowiadający się blog filmowy – chyba od czasu do czasu będę tu zaglądać 🙂

    Pozdrawiam!