Mapy gwiazd (2014): Hollywood w gorzkiej pigułce

Mapy Gwiazd to jeden z tych filmów, na których premierę, środowisko aktorskie nie czeka z wielką niecierpliwością (no może poza samą obsadą filmu). W końcu nie bez powodu po premierze w Cannes, mówiło się że nowe dzieło Cronenberga aktorzy będą raczej omijać szerokim łukiem. Dlaczego? O tym za chwilę.

Można się zastanowić na jakiej podstawie roszczę sobie prawa do wysnuwania takich teorii? Otóż przemawia za tym treść filmu Cronenberga. Mapy Gwiazd to ponura satyra na Hollywood, smutny przytłaczający obrazek filmowego środowiska, doprawiony autorskim stylem Kanadyjczyka, który już w przeszłości lubił drwić i ukazywać absurdy otaczającego nas świata, świata wielkich pieniędzy i wszechobecnego zepsucia. Tym razem na swój celownik wziął Hollywood, “ziemię obiecaną” każdego aktora, szczyt marzeń każdego producenta filmowego. Jednak Cronenberg bynajmniej nie zabiera nas do znanej dzielnicy Miasta Aniołów, po to aby rozpływać się nad jej wspaniałością, nie. Twórca “Cosmopolis” oferuje nam  zupełnie innym punkt widzenia, do tego stopnia, iż my rozpoczynając seans, ubieramy na nos okulary reżysera i patrzymy na Hollywood jego oczyma, podczas gdy on sam niczym przewodnik oprowadza nas po mrocznych i wstydliwych zakamarkach hollywoodzkiego środowiska. Można powiedzieć, że podróżujemy po Fabryce Snów, w krzywym zwierciadle obiektywu reżysera. Jednak czy jesteśmy w stanie uwierzyć w jego wizję?

Do Los Angeles przyjeżdżamy wraz z młodą Agathą, poparzoną dziewczyną, która wraca do miasta po długiej nieobecności, i choć z początku wydawać by się mogło, że to ona jest centralną postacią filmu, Cronenberg w Mapie Gwiazd stawia na wielowątkowość.  W Hollywood spotykamy całą gamę bohaterów, których wątki z początku wydają się być niezależne, po to aby w miarę postępu fabularnego zacząć układać się jak puzzle, w jedną spójną całość.

Oglądając film, nie mogłem oprzeć się wrażeniu, iż scenarzysta Bruce Wagner chciał umieścić w scenariuszu każdą stereotypową postać, na którą mógłbym trafić spacerując po ścieżkach Hollywood. Spotkać tu możemy młodego chłopaka goniącego za własnym “american dream”, uzależnionego od narkotyków nastoletniego idola, czy podstarzałą aktorkę reanimującą własną karierę pakując się do łóżka kolejnym producentom.

Co mocno rzuca się w oczy, to fakt, iż całość i tak już dość schematycznych bohaterów, została przedstawiona przez Cronenbergera w taki sposób, że stali się oni karykaturą dla siebie samych. Kanadyjczyk ukazuje społeczność Hollywoodu trochę jak jedną wielką zakłamaną rodzinę. Rodzinę, w której każdy każdego zna, każdy każdemu miłe słówko szepnie, ale też jak mówi powiedzenie, “każdy sobie rzepkę skrobie”.

Świat przedstawiony przez reżysera, jest wizją zbyt chaotyczną, miejscami nawet schizofreniczną. Oprócz świetnej obsady, w której na uwagę zasługuje genialna Julianne Moore, to całość jest przesycona banałem i stereotypem. Reżyser, który chciał ukazać świat niemoralny, zgniły i depresyjny, nie pozostawił w nim miejsca na refleksje. Po seansie, w głowie pozostał mi jedynie karykaturalny, a nierzadko wulgarny obraz, ale nic poza tym. Całość jest jak gorzka pigułka Hollywoodu, która po przełknięciu zostawia jedynie niesmak. Trochę jak po ciężkim kacu. Można by rzec, że ja na tytułowej mapie, celu filmu nie odnalazłem. 


Mapy Gwiazd (Maps to the Stars)
Reżyseria: David Cronenberg
Scenariusz: Bruce Wagner
Muzyka: Howard Shore
Zdjęcia: Peter Suschitzky
Obsada: Julianne Moore, Mia Wasikowska, John Cusack, Evan Bird, Olivia Williams, Robert Pattinson
Gatunek: Dramat
Kraj: Francja, Kanada, Niemcy, USA
Rok produkcji: 2014
Data polskiej premiery:  7 listopada 2014
 
 
 

CHCESZ WIĘCEJ RECENZJI I CIEKAWYCH ZESTAWIEŃ? POLUB NAS I BĄDŹ NA BIEŻĄCO: