Fantastyczne zwierzęta recenzja

Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć (2016): Magia powraca

Choć od premiery ostatniego filmu o Harrym Potterze minęło już 6 lat, a od wydania ostatniej książki ponad 9, to magiczny świat wykreowany przez J.K. Rowling wciąż skrywa w zanadrzu wiele tajemnic, z których spora ilość aż prosi się o własne ekranizacje. Kiedy dodamy do tego fakt, że adaptacje przygód bliznowatego okularnika są wciąż najbardziej dochodową serią filmową w historii kina, to nie trzeba było być geniuszem, żeby domyśleć się, iż Warner Bros postanowi podoić jeszcze trochę to “całkiem nieźle” zarabiające uniwersum. Książka Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć oraz jej autor Newt Scamander, nie są w świecie czarodziejów żadną nowością. Uważny czytelnik pewnie pamięta, że właśnie z jej pomocą Harry i inni uczniowie Hogwartu uczyli się jak opiekować się magicznymi stworzeniami. Jednak czy na barkach tak mało znanego bohatera można oprzeć całkiem nową serię i czy z krótkiej skądinąd książki można wykrzesać tyle fabuły, ażeby wystarczyło na ponad dwu godzinny film, o czterech planowanych sequelach nie wspominając? Otóż da się wszystko. Wystarczy tylko odrobina magii i Rowling w roli scenarzysty…

Jest rok 1926. Nikt nie słyszał jeszcze o Harrym Potterze, a w londyńskim sierocińcu dopiero urodzi się Sami-Wiecie-Kto. Wraz z Newt’em Scamander’em i jego przepełnioną magicznymi zwierzętami walizką przypływamy do portu w Nowym Yorku. Nieco introwertyczny i wycofany bohater przybył do Nowego Świata w poszukiwaniu azylu dla swoich pupili i z chęcią napisania książki, za pomocą której nauczy wciąż jeszcze konserwatywną społeczność czarodziei, że fantastycznych zwierząt wcale nie należy się bać, a raczej z nimi współistnieć. Niestety, zgodnie z rozporządzeniem Magicznego Kongresu Stanów Zjednoczonych Ameryki, przechowywanie magicznych stworzeń jest surowo zakazane, tak jak z resztą jakiekolwiek interakcje z mugolami, tu zwanymi niemagami.

Nic więc dziwnego, że ucieczka siejących spustoszenie zwierząt, i to na oczach mugola, wpędzi naszego bohatera w nie lada tarapaty. Te okażą się większe, gdy po piętach zacznie mu deptać pewna niefrasobliwa czarodziejka-detektyw. W tym samym czasie w sercu Nowego Yorku swą moc ujawni nieznana dotąd mroczna siła, która zagrozi dekonspiracji całego ukrywającego się w podziemiu świata czarodziejów.

Wielkie wrażenie robi rozmach inscenizacyjny z jakim David Yates wrzuca widza w Nowy magiczny Świat. Już po pierwszych scenach nawet najbardziej zagorzali fani zarzucający Fantastycznym zwierzętom znaczne odejście od brytyjskich korzeni, będą mogli przekonać się na własne oczy, że oto przed nimi i przed twórcami otwierają się zupełnie nowe możliwości i nowe ścieżki, z których na szczęście ci drudzy czerpią pełnymi garściami. Otóż okazuje się, że magiczna społeczność Ameryki, bardzo różni się od tej angielskiej, którą poznaliśmy co prawda w innych czasach i w innej serii filmowej. Stany Zjednoczone lat 20. są dużo bardziej konserwatywne, restrykcyjne i z pewnością dużo mniej tolerancyjne. Tutaj świat czarodziei żyje w kompletnym odseparowaniu od świata niemagów. Jakiekolwiek interakcje jednych z drugimi budzą zgorszenie, a małżeństwa czarodziei i mugoli są praktyką surowo zabronioną. Również podejście do tytułowych fantastycznych zwierząt jest bardzo staromodne. Zgodnie z maksymą: boimy się tego czego nie znamy, niedokształcona w tym względzie społeczność czarodziei, woli zabijać magiczne stworzenia, niż uczyć się o nich. Tak zróżnicowany poglądowo od tego co widzieliśmy wcześniej świat przedstawiony, sprawia, że pewne polityczne aspekty można śmiało przenieść na meta poziom i popatrzeć na nie z szerszej perspektywy. Jest to jedna z zalet, która z pewnością czyni z Fantastycznych zwierząt film dla nieco już starszego widza.

Tak samo jak starzeją się książki i jej bohaterowie, tak samo starzeją się sami czytelnicy. J.K. Rowling zdawała się o tym wiedzieć, tworząc każą kolejną powieść nieco mroczniejszą i poważniejszą. Podobny trend można zauważyć i w filmach, które mimo systematycznie przesuwanego na przestrzeni lat środka ciężkości, wciąż były tylko nieco mroczniejszymi ekranizacjami skierowanymi do dojrzewającej równolegle z Harrym młodzieży. Tutaj twórcy poszli o krok dalej. W centrum opowieści stawiają dojrzałego już czarodzieja, i choć momentami twórcy serwują widzowi nieco lżejszy familijny humor, to ogólnie film wydaje się być skrojony już dla starszego odbiorcy. Nie znaczy to oczywiście, że i młodsza widownia nie będzie się na nim dobrze bawić.

Począwszy od kostiumów, przez architekturę wnętrz i ogólne ukazanie Ameryki w czasach prohibicji, po charakteryzacje i retro klimat którym aż bije się widza po oczach – wszystko wygląda fantastycznie. Nowy York tętni życiem, ma swój urok i wygląda tak, że widz marzy o tym żeby chwile móc pospacerować po zatłoczonych ulicach wraz z naszymi bohaterami. Piękną sprawą jest również wplecenie w główny wątek wspomnianego mugola, który stanowi tu swego rodzaju katalizator dziecięcych marzeń które towarzyszyły pewnie wszystkim zagorzałym fanom książek brytyjskiej pisarki. No przyznać się! Kto chociaż przez chwilę nie chciał zasiąść przy stole Wielkiej Sali i spojrzeć w zaczarowany gwieździsty sufit? Kto choć przez chwilkę nie myślał o tym jak duże zakupy zrobiłby na ulicy Pokątnej? No właśnie! A tu, nasz bohater, zwykły bezrobotny piekarz, pewnego dnia odkrywa zupełnie nowy świat, nie boi się go, a wręcz chłonie i cieszy się na każdy nowy objaw jego magiczności. Brzmi jak mokry sen każdego Potteromaniaka, prawda?

Więcej zarzutów można skierować w stronę samej fabuły, ponieważ mając świadomość o dalekosiężnych planach wytwórni, dość łatwo można dostrzec, że pierwsza odsłona serii to nic innego jak jedna wielka ekspozycja świata przedstawionego. Biegający po Nowym Yorku w poszukiwaniu fantastycznych zwierząt Scamander, oraz całe tło wydarzeń które rozgrywa się równolegle, jest tylko otwarciem kilku furtek, które scenarzyści (miejmy nadzieję, że dalej w osobie Pani Rowling) będą rozwijać dopiero w kolejnych częściach. Zdaje się, że o ile Rowling w niesamowity sposób potrafiła wpleść w historię w Nowy Świat, to przez natłoczenie mnóstwa wątków, nie do końca nad nią zapanowała, czyniąc fabułę niecą chaotyczną i nierówną.

Choć aktorsko film prezentuje się naprawdę dobrze, to mam nieco wątpliwości w stosunku do głównego bohatera. Eddie Redmayne w roli Newta Scamandera wypada dość przekonująco. Jego nieco manieryczny sposób grania, gdzieś unikające spojrzenia i introwertyczna postawa, tutaj sprawdzały się świetnie. Pewien dysonans budzi jednak jego rola w całej historii. Pomimo, że jako główny bohater ogniskuje wokół siebie większość fabularnych wątków, to tak naprawdę w każdym z nich pierwsze skrzypce gra ktoś inny.

Na drugim planie na uwagę zasługują Dan Fogler i Alison Sudol, którzy skutecznie dostarczają widzom kilku całkiem zabawnych gagów sytuacyjnych. Najbardziej pozytywnym akcentem, a jednocześnie zaskoczeniem, był występ Colina Farella, który jako antagonista wypadł nadspodziewanie dobrze. Reszta obsady, z tajemniczym Ezra Millerem na czele, ma swoje wzloty i upadki, ale nie schodzi poniżej pewnego poziomu.

Jednak w mojej opinii główną rolę i zarazem najlepszy występ w filmie, zaliczyły tytułowe fantastyczne zwierzęta. Są piękne i majestatyczne. Czasem rozbrajająco zabawne, a czasem groźne i budzące respekt. To przede wszystkim dzięki nim i zachodzącym z nimi interakcjom, film sprawa tak szczerą radość.

Ostatecznie film reżyserowanych przez Davida Yates’a (odpowiedzialnego również za cztery ostatnie części Harry’ego Pottera) ogląda się z wielką nostalgią i sentymentem. Magia wciąż działa, a pióro Rowling dalej czaruje. Fantastyczne zwierzęta nie unikają chaosu i nieco rwanej akcji, zostawiając fana, takiego jak ja, z pewnym niedosytem i poczuciem, że można było lepiej, ale jednocześnie klimatem i napoczętymi wątkami, pobudzają apetyt na więcej. Póki co twórcy mówią koniec psot, jednak mam nadzieje, że na 2018 rok i kolejną część, knują coś naprawdę niedobrego…


Fantastyczne zwierzęta recenzja
Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć (Fantastic Beaast and Where to Find Them) 
Reżyseria: David Yates
Scenariusz: J.K. Rowling
Zdjęcia: Philippe Rousselot
Muzyka: James Newton Howard
Obsada: Eddie Redmayne, Katherine Waterston, Dan Fogler, Alison Sudol, Ezra Miller, Colin Farrell, Samantha Morton i inni
Fantastyczne zwierzęta recenzja
Gatunek: Familijny, Fantasy, Przygodowy
Kraj: USA, Wielka Brytania
Rok produkcji: 2016
Data polskiej premiery: 18 listopada 2016

 


Recenzja została opublikowana również na portalu ZażyjKultury.pl

 Za seans serdecznie dziękuję: 

Iluzja 2 recenzja

Iluzja 2 recenzja

 


 CHCESZ WIĘCEJ RECENZJI I CIEKAWYCH ZESTAWIEŃ? POLUB NAS I BĄDŹ NA BIEŻĄCO: 
  • Wygląda na to, że odbiór mieliśmy dość podobny. Słabiutka fabuła i olśniewający świat przedstawiony 🙂 i tak jak sądziłem, sentyment fana (którym ja nie jestem) też jest nie bez znaczenia 🙂

    • Nie jest. Gdyby nie to, ocena poleciałaby oczko, a nawet dwa niżej. Jak dla mnie film wygrał Colin Farell. Szczerze się przyznam nie wierzyłem w niego, a ten miał charyzmę większą niż Johnny Deep, który miał co prawda krótki fragment, ale wystarczyło żebym zaczął się martwić. Postać Gridndelwarda ma niesamowity potencjał, żeby tylko nie wyszedł kolejny Jack Sparrow…