Czerwony Pająk (2015): Morderca z wyboru

Mordercą może być każdy. Taką tezę zdaje się stawiać  pełnometrażowy debiut Koszałki. Choć w tym wypadku to słowo użyte jest mocno na wyrost. Krakowski dokumentalista w Czerwonym Pająku tez raczej nie stawia. Jest on skrupulatnym obserwatorem, gdzieniegdzie zadając nieśmiałe pytania, natomiast odpowiedzi pozostawiając widzowi.

Można powiedzieć że przeprowadzka krakowskiego operatora i dokumentalisty – Marcina Koszałki, z dokumentu na film fabularny, odbyła się nad wyraz gładko i bezboleśnie. Reżyser znany z  „Takiego syna urodziłam” czy „Zabójca z lubieżności”, w Czerwonym Pająku zmienił tylko formę realizacji, bo temat fascynacji złem, jego genezą i wnikliwą obserwacją, jest w pierwszej kinowej ekranizacji przez Koszałkę kontynuowany.

Dwie postaci stały się dla reżysera inspiracją do nakręcenia Czerwonego Pająka. Jedna z nich jest prawdziwa, druga zaś swoją egzystencją ograniczyła się do miejskich legend. Mowa tu o Karolu Kocie alias Wampir z Krakowa – skazanemu w 68 roku na kare śmierci, oraz Lucjanie Staniaku – nigdy nie istniejącym, tytułowym Czerwonym Pająku. Jednak choć ów tytuł wskazywałby na co innego, to w filmie Koszałki nie seryjny morderca jest postacią główną, jest nim niepozornie wyglądający – Karol Kremer.

Młody jegomość w pierwszych scenach filmu niczym specjalnym się nie wyróżnia, owszem jest lokalnym gwiazdorem w skokach do wody (choć jak sam mówi jego ambicje sięgają poza granice Krakowa) i ma fajną zamszową kurtkę, lecz poza tym – jest zwyczajnym chłopakiem, ot takim jakich pewnie wielu wałęsa się po Krakowie. Rodzina Karola również do oryginalnych nie należy, panuje w niej raczej depresyjny PRL-owski nastrój, mama – toksyczna neurotyczka, ojciec sypiający częściej na kanapie niż w łóżku, nie omieszkujący co rusz przypomnieć synowi jakie plany wiąże z jego przyszłością. Wszystko wydaję się na pozór normalne, depresyjne, i nie specjalnie intrygujące. Zresztą tak samo możemy opisać naszego bohatera. Do czasu.

Wszystko zmienia się diametralnie, gdy w wesołym miasteczku, znajdując chwile wytchnienia od tłamszącej go codzienności, Karol trafia na zwłoki. Młodzieniec nie przeraża się na widok zmasakrowanego ciała, raczej z ciekawością badacza podchodzi bliżej, aby przyjrzeć się znalezisku. Cała sytuacja staje się dla bohatera źródłem inspiracji w zaspokojeniu swojej niezdrowej fascynacji, a celem – identyfikacja i chęć bezpośredniej konfrontacji z domniemanym mordercą.

Koszałka w Czerwonym Pająku pokazuję jak niewiele potrzeba aby człowiek otworzył się na zło, jak ono fascynuje, jak potrafi zauroczyć, a wręcz staje się źródłem obsesji, w której człowiek nie zawsze pozostaje biernym obserwatorem. To właśnie próba zrozumienia zabójcy, czy nawet swego rodzaju relacja uczeń – mistrz miedzy Karolem a mordercą, stała się tematem przewodnim w filmie.

Filip Pławiak w roli Karola jest do bólu skuteczny, jego minimalizm, umiarkowanie, i oszczędność w grze, sprawia że postać którą kreuje stała się tak autentyczna, a nie przesadnie dramatyczna. Również Adam Woronowicz wcielający się w role weterynarza – mordercy, spisał się znakomicie. Znany społeczności jako troskliwy lekarz ich pupili, a po godzinach – socjopata, bynajmniej nie używający młotka tylko do wbijania gwoździ.

Oglądając Czerwonego Pająka nie sposób nie zwrócić uwagi na perfekcyjną prace kamery, oraz przepiękne zdjęcia. Hasłem przewodnim scenografii jest szarość. Kraków z 68 roku emanuje PRL-owskim marazmem,  burością, jest odrapany, obskurny i duszny, a odcienie szarości objawiają się nawet miejscami w postaci leżących zasp śniegu. Słyszalne w tle audycje radiowe i rozmowy mieszkańców Grodu Kraka, sprawiają że miasto staje się poniekąd bohaterem drugoplanowym i obserwatorem bieżących zdarzeń, argumentując tym samy przerażenie, ale również fascynacje samych mieszkańców tematem krakowskiego  mordercy.

Reżyser używa prostego i kompletnie autorskiego środka wyrazu. W filmie mocno widoczna jest przewaga formy nad treścią, bo przecież kwestie bohaterów mogłyby się spokojnie zmieścić na paru kartkach papieru. Koszałka nie bawi się z widzem zmianami wątków, zwrotami akcji czy kryminalnymi zagadkami. Raczej konsekwentnie opowiada historię którą ma do opowiedzenia, bez wybierania stron, bez moralnych pouczeń, surowo, na chłodno, z chirurgiczną precyzją wciąga widza, niejako zachęcając go do wejścia pod skórę głównego bohatera, zadaje pytania, ale odpowiedzi pozostawia odbiorcy. Buduje napięcie, zagęszcza atmosferę, ale niestety pozbawia publiczności punktu kulminacyjnego.

Sukces takich produkcji na małym i dużym ekranie (True Detective, Fargo) jest powodowany fascynacją społeczeństwa tematem zła, socjopatów, seryjnych morderców. My jako widzowie z za kolorowego ekranu sami stajemy się Karolami Kremerami, próbującymi dociec genezy i zrozumieć zło w jego najczystszej, pierwotnej postaci. Czerwony Pająk to film wnikliwy, wciągający i wychodzący poza ramy kina gatunkowego, lecz niestety po seansie pozostawiającym spory niedosyt. Koszałka chciał nam zaserwować wykwintne i wysmakowane  kino, lecz niestety zapomniał go odpowiednio doprawić.


Czerwony Pająk (Red Spider)
Reżyseria: Marcin Koszałka
Scenariusz: Marcin Koszałka, Łukasz M. Maciejewski
Muzyka: Petr Ostrouchov
Zdjęcia: Marcin Koszałka
Obsada: Filip Pławiak, Adam Woronowicz, Julia Kijowska, Wojciech Zieliński, Małgorzata Foremniak, Marek Kalita, i inni
Gatunek: Thriller, Psychologiczny
Kraj: Polska
Rok produkcji: 2015
Data polskiej premiery: 27 listopada 2015

 


CHCESZ WIĘCEJ RECENZJI I CIEKAWYCH ZESTAWIEŃ? POLUB NAS I BĄDŹ NA BIEŻĄCO: 
  • Laliczek :D

    Konrad forma spoko 😉 widać, że Cię to kręci i masz fajne spostrzeżenia, tylko robisz troszkę błędów interpunkcyjnych i stylistycznych, co może razić w oczy 😀 ogólnie na plus i trzymam kciuki za dalsze recenzje 😉

    • Dzięki wielkie 🙂 Będę się starał poprawiać z każdym wpisem 🙂 W końcu m.in. po to ta strona 😀

  • smk

    Bardzo dobra recenzja. W szczególności jej podsumowanie. Przy urzekających zdjęciach, przemyślanej pracy kamery, chłodnym klimacie i świetnej grze aktorskiej film mnie nie oczarował. Czegoś mu brakło. Może to kwestia wiarygodności historii, której bliżej do Staniaka niż do Kota.