Cicha noc recenzja filmu

Cicha noc (2017): Szopka rodzinna

Doczekaliśmy się pięknych czasów. Rok temu na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni triumfowała „Ostatnia rodzina” Jana P. Matuszyńskiego, a w tym Złotego Lwa zgarnęła Cicha noc w reżyserii stawiającego swoje pierwsze kroki za kamerą Piotra Domalewskiego. Co istotne, jeden i drugi film łączy coś więcej niż tylko debiutujący twórcy i złota statuetka na koncie. Oba są znakomitymi, pełnymi szczerości i przenikliwości portretami polskiej rodziny. Jednak gdy Matuszyński postanowił w swoim filmie opowiedzieć o konkretnej rodzinie, rodzinie Beksińskich, tak Cicha noc, w której Domalewski pokazuje jak trudne czasem bywa usadzenie rodzinny przy wigilijnym stole, jest portretem dużo bardziej uniwersalnym. I właśnie to, do spółki z niezwykłą zdolnością obserwacji reżysera, czyni z niego film absolutnie wyjątkowy. Dlaczego? Ponieważ prawdopodobnie każdy widz oglądając go i odnosząc się do własnych doświadczeń, odnajdzie w nim coś dziwnie znajomego, bliskiego i jednocześnie prowadzącego do bardzo przykrej konkluzji – z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach…

Za oknem śnieg, a w radiu Shakin Stevens jak co roku składa wszystkim świąteczne życzenia. Dla wracającego do Polski po długim czasie spędzonym na emigracji Adama Wieczór Wigilijny to idealna okazja nie tylko żeby zobaczyć się z rodziną, ale i podzielić kilkoma ważnymi nowinami. Chłopak nie chce powielać błędów ojca i ma zamiar na stałe osiedlić się w Holandii, w której (najprawdopodobniej) pracuje jako mechanik. Marzy mu się założenie własnego biznesu oraz sprowadzenie do Kraju Tulipanów swojej ciężarnej dziewczyny.

Żeby jednak jego plan wypalił musi sprzedać kawałek ziemi należącej do dziadka. Pechowo dla niego wcześniej  musi przekonać do tego ojca i dwójkę rodzeństwa. Swoją misję rozpoczyna defacto od momentu, w którym robiąc niespodziankę całej rodzinie, niespodzianie przekracza próg domu. Aura jednak nie sprzyja. W domu panuje nerwówka i krzątanina – no tak, kto tego nie zna z autopsji? Na domiar złego jego młodszy brat albo ma do niego pretensję, albo skrywa jakiś przeraźliwy sekret, dziadek na dobre pożegnał się z trzeźwością jeszcze przed pierwszym pianiem koguta, a zmęczona, starająca się trzymać całą rodzinę w komplecie matka, chowa wódkę, aby pomóc walczącemu z nałogiem mężowi. Wszystko wskazuje na to, że ten wieczór z cichą nocą będzie miał niewiele wspólnego…

Choć na pierwszy rzut oka może się tak wydawać, Cicha noc niewiele ma także wspólnego z twórczością Wojciecha Smarzowskiego, do której tak często i tak ochoczo się ją przyrównuje. Domalewski w odróżnieniu od reżysera „Wesela” nie wyolbrzymia, nie próbuje widza przytłoczyć i wyrwać z jego strefy komfortu. Wręcz przeciwnie. Jego obraz wydaje się być bardzo prawdziwy i bliski naszym własnym doświadczeniom.

Pojawiający się w nim alkohol, nie jest tylko drogą do emanowania patologią i okazją do wplecenia scen komediowych. Wódka służy tu do pokazania pewnych wielopokoleniowych problemów, które targają tą rodziną. Jest efektem zaniedbania, popełnionych lata temu błędnych decyzji oraz niemocy, poczucia zmarnowanego czasu, którego motyw przewija się od pierwszych do ostatnich scen filmu. Alkohol jest czymś w rodzaju niechcianego gościa – raz zarazem wyrzucanego, po kryjomu wylewanego przez dbającą o dobrą atmosferę matkę, a jednak ciągle wracającego i tylko czyhającego na dobry moment aby wyjść z ukrycia i zepsuć wszystkim Święta. 

Te Domalewski pokazuje perfekcyjnie. Obraz świątecznych przygotowań i wspólnej wigilijnej kolacji idealnie oddaje to, co każdemu z nas jest znajome. Niezręczności, gry pozorów, nieudolne życzenia i dzielenie się opłatkiem oraz rozmowy o wszystkim i o niczym zwieńczone zapewne rodzinną kłótnią i festiwalem wzajemnych pretensji czy długo chowanych uraz. Cicha noc doskonale przybliża Nam tę specyficzną atmosferę, potrafiąc równocześnie wpleść w nią wątek Adama, jego planów i skutków niezapowiedzianej wizyty. Dzięki temu Domalewski nie tylko znakomicie inscenizuje i – odnosząc się przy tym do przekroju stołu wigilijnego – diagnozuje polską rzeczywistość, ale i opowiada o emigracji. O tym co przez nią tracimy oraz co kosztuje ona nas, ale i naszą rodzinę.

Każdy w tym wizerunku rodziny z Cichej nocy może w pewien sposób zauważyć odbicie swojej, odnaleźć pewne cechy wspólne. Realizm którym emanuje debiutancki film Domalewskiego świetnie puentuje jedna z kwestii, w której jedna z bohaterek pyta się nagrywającej wszystko na kamerę młodszej siostry Adama – „I kto to będzie oglądał? Przecież wszyscy mają w domu tak samo”. 

Jednakże z całą pewnością nic w Cichej nocy nie udałoby się bez genialnej obsady. Dawid Ogrodnik w głównej roli oraz Arkadiusz Jakubik, który jako ojciec pod koniec wypowiada jedną z najbardziej poruszających kwestii filmu, są absolutnie fenomenalni. Kojarzona dotąd z głupawymi komedyjkami Agnieszka Suchora jako matka, Tomasz Ziętek w roli młodszego brata Ogrodnika, Maria Dębska jako starsza siostra, a nawet obsada na trzecim planie – nie ma tu słabego punktu.

Aktorzy świetnie odnajdują się grając w tłoku i na tak małej przestrzeni, a większość scen wydaje się być tak naturalna, że miałem poczucie obcowania z dziełem w dużej mierze improwizowanym. Wydaje się, że każdy z obsady dodał do tego obrazu wigilijnej wieczerzy coś z własnych doświadczeń. Dzięki temu i dzięki dialogom, które są chyba drugim najmocniejszym elementem Cichej nocy, łatwiej było mi zrozumieć charakter i uwierzyć w specyficzne relację między domownikami. Nie znajdziecie tu ani nutki fałszu, a niemal każda ze scen dialogowych to osobna perełka i dowód kunsztu scenopisarstwa i reżyserii Piotra Domalewskiego. Nawet jeśli gdzieniegdzie reżyser wyolbrzymia, hiperbolizuje pewne wątki – na samym końcu działa to z korzyścią dla całej historii.

Cicha noc to dzieło świadome, świetnie zagrane, zainscenizowane oraz tak autentyczne i do bólu trafne, że zapada widzowi głęboko w pamieć… Co tu dużo mówić – to prawdopodobnie najlepszy polski film 2017 roku. 


Cicha noc recenzja filmuCicha noc
Reżyseria: Piotr Domalewski
Scenariusz: Piotr Domalewski
Zdjęcia: Piotr Sobociński Jr.
Muzyka: Wacław Zimpel
Obsada: Dawid Ogrodnik, Tomasz Ziętek, Arkadiusz Jakubik, Agnieszka Suchora, Maria Dębska, Tomasz Schuchardt i inni
Gatunek: Dramat, Komedia
Kraj: Polska
Rok produkcji: 2017
Data polskiej premiery: 17 listopada 2017

CHCESZ WIĘCEJ RECENZJI I CIEKAWYCH ZESTAWIEŃ? POLUB NAS I BĄDŹ NA BIEŻĄCO: 
  • Michał Chmielowiec

    No właśnie – ta wódka i patologia psująca świąteczną atmosferę, o której piszesz. Ponoć wszyscy odnajdują swój portret w tym filmie. A jak mam się w tym odnaleźć ja i moi bliscy, którzy nigdy nie mieliśmy „alkoholowo-wigilijnych” doświadczeń? I piszę o tym na poważnie, bo martwi mnie taki odbiór tego filmu, zupełnie dla mnie obcy. I głównie chodzi mi o to, czy oglądać czy nie? Poczuję się urażony?

    • No właśnie chodzi o to, że alkohol i patologia (której tu defacto nie ma, jest raczej rozgoryczenie) nie są najważniejszymi elementami filmu tak jak choćby u Smarzowskiego. Mówiąc o tym, że możesz się odnieść do swoich doświadczeń, nie miałem na myśli obecności wódki na stole czy pijanego dziadka po stołem – to by było dość odważne i trochę obraźliwe założenie z mojej strony. Chodziło mi raczej o pewne zachowania, pozy i cechy, które przejawiają bohaterowie. Myślę, że każdy w jednym z bohaterów będzie mógł znaleźć swój archetyp. O specyficzną, bardzo realistycznie oddaną atmosferę Wigilii i świetne ukazanie problemu emigracji, który dotyka dużą cześć polskich rodzin. Gdybyś widział ten film od razu zrozumiałbyś o co mi chodzi, więc być może w recenzji wyraziłem się niejasno.

      • Michał Chmielowiec

        Absolutnie nie chodzi o to jak się wyraziłeś, tu wszystko jest OK. Po prostu przerażało mnie chwalenie tego filmu przez wielu recenzentów także za te „patologiczne” nawiązania. Stworzyło to wrażenie, jakoby nasza rodzinna tradycja (nawet ciepła i urealniona) bez nich nie istniała. Wreszcie wszystko jest jasne. ☺

  • Zgadzam się w stu procentach. Jak dla mnie „Cicha noc” to film prawie idealny, a jedyną jego wadą jest prowadzenie kamery „z ręki ” co sprawdza się przy krótkich sekwencjach, ale przy całym filmie przyprawia o ból głowy.